Migawki M. to zbiór wpisów o zyciu w Szkocji, byciu matka i lekarzem. Przeplataja sie tu teskty o codzienności z podrózami w swiat i umysł autorki - Małgorzaty Frej. 

Zrobiłam sobie prezent

Zrobiłam sobie prezent

3...2...1...start. Witajcie na nowym blogu Małgo Frej.

Zastanawiałam się, czy to ma sens, czy dalej pisać, dlaczego to robię i najważniejsze: dla kogo. Czy chcę być drugim Halo Ziemia, czy Riennaherą, czy bardziej może Nieśmigielską?

I wiecie co? Poszłam na spacer i nie pozwoliłam sobie wyjąć telefonu z kieszeni aż do kolejnego skrzyżowania. Dzięki tym parunastu minutom na spokojne zebranie myśli w głowie doszłam do oczywistego wniosku na temat blogowania.

To moje miejsce. Zbieram tu swoje myśli, czasem chcę na jakiś temat krzyczeć a jedyną osobą, która słucha jest klawiatura. Chcę mieć miejsce, gdzie mogę posiedzieć i poukładać myśli, wyrównać rachunki sama z sobą. Chcę wchodzić w pewne tematy głębiej, starać się zrozumieć, popełniać błędy i z perspektywy czasu to zauważać. Bez dbania o to, czy to, co piszę jest poczytne. Kiedy ktoś mnie pyta czym się zajmuję, odpowiadam, że jestem lekarzem, a nie blogerem. I niech tak zostanie.

Nie wiem, czy komukolwiek mówiłam o tym tu na forum, ale mój dziadek był pisarzem. Nie na pełen etat, po godzinach pracy w fabryce płaszczy i garsonek w Garwolinie. Zaczął dość późno, trzeciej książki nie zdążył skończyć. Pisał o wojnie, o swoim dzieciństwie w sierocińcu na Kresach, o trudnym starcie w dorosłe życie, w końcu o tym, jak poznał moją babcię. O tym, co mu leżało na sercu.

Najpierw ręcznie, potem na maszynie. Do czasu powszechności komputerów nie dożył. Pierwsza książka ukazała się w 2001 roku, kiedy miałam 13 lat. Przeczytałam ją i potem żałowałam, bo nie umiałam zapomnieć o zdarzeniach, o których pisał, o obrazach, które namalował w mojej głowie swoim piórem. Już nie mogłam na niego patrzeć w ten sam sposób. Teraz z perspektywy czasu widzę, że dziadek Karol był jedną z osób, która mi pokazała, że warto pisać. Nawet jeśli jest to pisanie tylko dla siebie i książka zawsze pozostanie rękopisem w szufladzie na czwartym piętrze bloku z wielkiej płyty.

Przez ostatnie dwa dni zrobiłam sobie prezent. Stworzyłam swoje miejsce na nowo.  Jest tak jak lubię: biało i z ładnymi czcionkami. Rozdaje tu wirtualne herbaty z cytryną i opowiadam o życiu, czasem moim, czasem innych.

Nie mówię o tym, co będzie dalej, ale będzie po mojemu.

Dziękuję, że jesteście.

 

Znów wędrujemy ciepłą ziemią. Trasa W cz.I.

Znów wędrujemy ciepłą ziemią. Trasa W cz.I.

Emigracja: życie w rozkroku?

Emigracja: życie w rozkroku?