Migawki M. to zbiór wpisów o zyciu w Szkocji, byciu matka i lekarzem. Przeplataja sie tu teskty o codzienności z podrózami w swiat i umysł autorki - Małgorzaty Frej. 

Prywata: wolne dni

Prywata: wolne dni

Nadszedł upragniony czerwiec a wraz z nim wolność.

Codzienność przewróciła się do góry nogami i już nic nie każe mi robić. Nie ma nakazów, nie ma zakazów. Poranki są moje, południe jest moje i wieczory należą do mnie. Dni zlewają się w jedną rozciągniętą jak gumka od majtek całość. A ja chodzę jak we śnie, poruszam się powoli i odliczam dni do niewiadomego punktu w przyszłości. Do końca tygodnia? Po co? Przecież kolejne dni będą takie same.

Praca to życie

Jestem człowiekiem pracy, a brak zajęcia mnie zabija.

Tęsknie za szpitalem, za szybkim tempem dnia, kiedy minuty znikają nie wiadomo gdzie, a w dwunastu godzinach zmieści się 20 rozmów z pacjentami, cztery żarty wymienione z pielęgniarką, pół godziny przeznaczone na jedzenie i 5 km przebiegnięte po korytarzach do pacjenta z zatrzymaniem akcji serca.

Niczym Hugh Grant w „Był sobie chłopiec” dzielę dzień na części. Budzę się starym zwyczajem koło 6 rano. Ciało nie da się oszukać. Do 8 siedzę w łóżku, czytam wiadomości i załamuję nieproporcjonalnie chude nadgarstki nad stanem rzeczywistym tego świata. Wypijam szklankę wody. Kawa jest bardzo passé.

Poranki

Wstaję, żeby włóczyć się po mieszkaniu. Filcowe kapcie zamieniłam na czarne Birkenstocki, bo jestem tak bardzo mainstream. Na śniadanie odgrzewam stare pain au chocolat w mikrofali. Na dokładkę robię tosty z chleba z czarną oliwką i nakładam nieprzyzwoicie zieloną pastę z awokado, soli morskiej (czy tam różowej himalajskiej) i świeżo zmielonego pieprzu.

Siadam do czytania blogów. Porównuje moje życie z innymi, karmię własne serce serduszkami na instagramie i mam nadzieję, że kolejna część dnia minie szybciej niż poranek.

Nadchodzi czas na drugi posiłek. Poranek był taki piękny i spokojny, jak z journala, czas coś zamieszać. Parówki z mikrofali z polskim ketchupem — w sam raz.

Okazuje się, że to takie dobre pożywienie dla mózgu, że wpadam na pomysł kolejnego projektu, który przyniesie mi uznanie potomnych i sławę wśród śmietanki literacko-blogerskiej w Polsce. Pracuje nad nim zapalczywie. Zapału starcza mi na dokładnie 42 minuty. Gdyby inne rzeczy w życiu trwały aż tyle, człowiek byłby bardzo szczęśliwy. Na wszystko trzeba patrzeć w szerszej perspektywie.

Popołudnia

O 3 mam dentystę. Dzięki Bogu za jakiś stały punkt w ciągu dnia.

Po drodze do domu wpadam do kawiarni na flat white z nowym wydaniem magazynu z dużą ilością białego tła i małą ilością treści. Zamiast go czytać przez godzinę patrzę na telefon, wypatrując nowych polubień i karmy serduszkowej.

Wracam do domu z misją: obiad dla męża. Makaron w garnku, pesto w lodówce (ale ja kupiłam!) - gotowe. Czas na serial, kocyk i herbatę.

Wieczory

Świeczki zapachowe zapalone, makaron w durszlaku cieknie do zlewu, kurze starte papierem toaletowym spryskanym ładnie pachnącym płynem zabijającym bakterie. 9 wieczorem, można już iść spać?

Ależ się człowiek narobił.

Te wolne dni mnie zabiją. Dajcie mi jakiegoś chorego do zbadania.

Wenflon, anyone?

Dlaczego akcja GoogleHack dotycząca samobójstwa tak na mnie wpłynęła?

Dlaczego akcja GoogleHack dotycząca samobójstwa tak na mnie wpłynęła?

Grey's Anatomy w realu

Grey's Anatomy w realu