W przedszkolu prostego życia. Minimalizm #4

download-3.jpg

W moim przekonaniu proste życie to takie, w którym każdy dzień składa się z elementów przynoszących radość i spełnienie. Jest wolne od rozproszeń i niezamierzonych działań będących złodziejami czasu.  Daleka odległość od tego celu sprawia, że zaczynam wątpić w jego istnienie.

 

Czasem myślę, że do prostego życia jestem jeszcze bardzo daleko. Marzę o małym domku w Polsce, o tym, że będę się budzić rano, robić kawę i wychodzić na dwór, żeby pomyśleć. Wracać z pracy ze szpitala, gotować obiad, siadać z widokiem na łąki i czytać książki. To moja wizja szczęścia. Więcej mi nie potrzeba. Jedyny problem jest taki, że w mojej wyobraźni nie dzieje się to jutro czy za rok, ale w dalekiej przyszłości.

Po dłuższym zastanowieniu myślę, że proste życie to nie cel, który pewnego dnia osiągnę i który nie będzie wymagał ode mnie żadnego wysiłku. To proces, który może zacząć się tak szybko, jak o tym zdecyduję.

Proste życie

Codziennie rano, kiedy się obudzę, mogę zdecydować czy chcę przeżyć ten dzień w prosty, czy skomplikowany sposób. Czy moje cele będą wygórowane i nie do osiągnięcia, czy będą moimi pierwszymi krokami na drodze ku prostszemu życiu?

Wczoraj postanowiłam przemyśleć, co najbardziej przeszkadza mi w życiu, z czego wynika moje niezadowolenie z codzienności. Są to proste sprawy. Mimo radykalnego zredukowania ilości ubrań nadal nie potrafię zapanować nad bałaganem w szufladach. Używam telefonu jako budzika, więc kiedy wstaję, pierwszą rzeczą, która zajmuje moją uwagę są powiadomienia z Facebooka i innych kanałów społecznościowych i nie potrafię ich zignorować. Listy z banków, od dostawcy energii i linii telefonicznej układają się w niezgrabną kupkę na półce przy drzwiach.

Czytam blogi ludzi, którzy osiągnęli poziom prostego życia, o którym marzę i wypadam bardzo blado w porównaniu z nimi. Elementy codzienności, które chciałabym zmienić, nie mają końca, co sprawia, że tracę siłę do jakiegokolwiek działania.

Odległość od celu a zwątpienie w jego istnienie

Kiedy zaczynałam szkołę medyczną, miałam wrażenie, że ogrom wiedzy, który muszę przyswoić jest niewyobrażalny. Wiedza to tylko początek. Praktyka medycyny polega na obserwowaniu, zadawaniu odpowiednich pytań, słuchaniu i dopasowaniu obrazu klinicznego, który się maluje do poprzednio poznanego wzorca. Proces nauki wymaga wysiłku, ale z tego względu studia nie trwają 2 lata tylko pięć lub sześć. Dwa lata stażu, często kolejne osiem do dziesięciu lat specjalizacji, sprawia, że wykształcony lekarz jest kompetentny. Będąc na pierwszym roku, patrzyłam na starszych lekarzy z podziwem. Nie było we mnie elementu zawodu, że moje umiejętności były o wiele mniejsze niż ich. Inspirowali mnie do nauki i działania.

Zamierzona praktyka

Podobnie jest z prostym życiem. Wprowadzenie nowych zmian i przyzwyczajeń nie stanie się sukcesem przez jeden dzień. Wymaga codziennego działania, zamierzonej praktyki. Zbyt duże ambicję i intensywne skupianie się na końcowym efekcie sprawia, że tracę wiarę, że kiedykolwiek uda mi się go osiągnąć.

Porównywanie teraźniejszości do idealizowanej przyszłości jest kolejnym rozproszeniem, które spowalnia moją drogę do celu. Dlatego postanawiam zacząć od dzisiaj. Za chwilę wstanę, zrobię kawę i posiedzę w ciszy, patrząc przez okno. Zastanowię się, czego oczekuję od tego dnia i zacznę to robić.

Jestem przedszkolakiem w szkole prostego życia. Gdzieś trzeba zacząć.

LifeMaggie Frej