Migawki M. to zbiór wpisów o zyciu w Szkocji, byciu matka i lekarzem. Przeplataja sie tu teskty o codzienności z podrózami w swiat i umysł autorki - Małgorzaty Frej. 

Pocałunek śmierci

Pocałunek śmierci

Ostatnie pięć lat zapisze się w mojej pamięci w obrazach, których nie chcę albo nie będę mogła zapomnieć.

Dziś opiszę moje bliskie spotkania ze śmiercią. Za każdym razem oddziaływała na mnie bardzo mocno. I mam nadzieję, że nigdy nie stanie się dla mnie obojętna, mimo że całkiem możliwe, że będzie moją codziennością.

1.

Pierwsza sekcja zwłok. Dwie części ciała zawisły po lewej i prawej stronie metalowego stołu, podświetlone jak gwiazda estradowa, otwarte jak książka. I puste w środku. Wszystkie narządy ułożone i metodycznie pokrojone. Białe gumowce lekarza patologa pomalowane w drobne czerwone kropeczki organicznej farby. Lekarzem była młoda atrakcyjna blondynka. Odrzucała kucyk do tyłu i odgarniała jedno pasmo włosów, które uparcie zasłaniało jej lewe błękitne oko. Wykonywała swoją pracę z fascynacją, która przyprawiała mnie o mdłości. A jednak była zaraźliwa.

Mężczyzna w średnim wieku. Zaczęliśmy od płuc, potem obejrzeliśmy dokładnie serce. Pęknięte. Nie jego jedyne na świecie, ale prawdopodobnie jako jeden z niewielu umarł z tego powodu. Śmierć pocałowała go w czoło, a włókna mięśnia rozdzieliły się powoli i zaczęły przeciekać. Siedział wtedy na wersalce, oglądając mecz. Po paru skurczach mięśnia osierdzie (worek, który otacza serce) zaczęło się rozciągać, napełniać krwią z każdym uderzeniem, zostawiając coraz mniej miejsca na powrót krwi z reszty ciała. Kompleksy QRS stawały się coraz mniejsze i mniejsze, sercu zaczęło brakować miejsca.

Utopiło się we krwi, którą z oddaniem pompowało przez 53 lata. Sześćdziesiąt razy na minutę podczas snu, osiemdziesiąt, kiedy pierwszy raz pocałował dziewczynę, dziewięćdziesiąt, kiedy trzymał na rękach swoją nowo narodzoną córkę. Z coraz mniejszą ilością miejsca, miocyty skurczyły się dzielnie po raz ostatni i zastygły w pół rozkurczu. Trwało to prawdopodobnie mniej niż minutę. Tamponada, miażdżący ból w klatce piersiowej, brak oddechu.

Raport policyjny mówił, że próbował wstać z wersalki. Czy próbował wyłączyć telewizor? Czy chciał zadzwonić po karetkę? Do córki? Czy sięgał po ostatni łyk piwa? Może chciał paść na kolana do ostatniej modlitwy? Z rozciętych naczyń wieńcowych wypłynęły czarne wężyki skrzepów. Zmówiłam ciche wieczny odpoczynek i wyszłam. Po ciało nie zgłosił się nikt.

Dzięki niemu nie zapomnę jak wygląda EKG tamponady serca. Coraz mniejsze kompleksy elektryczne generowane przez miocyty przypominają coraz mniejszą ilość miłości i troski w życiu tego człowieka. Wierzę, że jego serce pękło z braku miłości. Do samego siebie, do swojego ciała. Miłości rodziny, która powiedziałaby "Tato, zadbaj o siebie. Chodźmy na spacer!". *

El beso de la muerte Barcelona (6 of 7)

2.

Miała na sobie szlafrok w panterkę, perłowo jasne włosy i około 80 lat uśmiechów zaznaczonych drobnymi zmarszczkami wokół ust. Do tego życie dołożyło jej przetokę między pochwą i odbytem. Nie mówi się o takich schorzeniach w telewizji, ale ludzie muszą z nimi żyć. Często są to kobiety, które po ciężkim porodzie nie miały czasu zadbać o siebie i zgłosić się na operację. Żyły we wstydzie i strachu przed upokorzeniem. Leżała na oddziale chirurgii z kolejnym zapaleniem dróg moczowych i błagała chirurga o operację. Wszyscy wiedzieli, że na chirurgii tylko ze względu na brak łóżek na internie, ale ona miała nadzieję. Każdy obchód był dzięki niej radośniejszy i lżejszy do zniesienia. Była ulubienicą chirurga O, nie było dnia, żeby nie wymienili żartów i wymownych spojrzeń. Myślę, że w duchu wiedziała, że nie przeżyłaby operacji.

Pewnego dnia Chirurg O próbował wyciąć twarda kulkę raka piersi z klatki piersiowej pewnej kobiety. Zadzwonił telefon na sali operacyjnej. Pani A zatrzymało się serce. Chirurgowi zadrżała dłoń. Poprosił o regularne informacje na temat stanu pacjentki. Kolejny telefon. Reanimacja trwa. Skalpel przecinał kolejne powłoki piersi po lewej stronie różowego, płaskiego sutka. Kiedy zadzwonił po raz trzeci wszyscy wiedzieliśmy ze umarła. Chirurg spuścił wzrok i zamarł w pół ruchu. „There was nothing you could have done Mr O" powiedziała jedna z pielęgniarek. Chirurg O doskonale to wiedział, ale właśnie stracił pacjentkę i nie bał się tego okazać.

Dzięki nim nie zapomnę, że pacjent i lekarz nie powinni być zbyt blisko, ale mogą pozostać ludźmi w swojej interakcji. Mr O był smutny do końca dnia, bo był człowiekiem z uczuciami mimo 40 lat praktyki medycyny.

El beso de la muerte Barcelona (5 of 7)

3.

Poranne słońce wpadało przez okno korytarza SOR-u prosto na wózek z wenflonami, igłami i butelkami na krew. Ktoś powiedział, że jest "quiet" i zanim skończył mówić zadzwonił czerwony telefon. Reguła powtórzyła się po raz kolejny. Słowo na Q jest zabronione. Co najwyżej można powiedzieć, że jest miło, nigdy cicho (pleasant, not quiet). 78 letnia kobieta, tętno 20 uderzeń na minutę, temperatura ciała 32 stopnie. Sama oddycha. GCS 7. Doświadczeni lekarze wiedzieli, że potwierdzenie zgonu będzie częścią ich poranka, ja w swojej naiwności się tego nie spodziewałam. Była naga i zimna. Leżała na podłodze prawdopodobnie przez parę dni. Miała demencję i nie potrafiła się ubrać. Nikt jej nie odwiedzał i nie pomógł wstać. Może wstała w nocy po szklankę wody do picia? Potknęła się o linoleum w kuchni?

Nikt nie jest martwy, dopóki nie jest ciepły i martwy. Umyliśmy ją, otoczyliśmy kocami i pobraliśmy krew. Była koloru burgundy, podobno modny w 2014, roku, który zostanie zapisany w jej akcie zgonu i wyryty na nagrobku. Powoli jej ciało wychodziło z zimnych ramion hipotermii. I w tym momencie serce zaczęło bić rytmem, którego nie chcieliśmy zobaczyć. Migotanie komór. Szok. Nadal migotanie. Adrenalina. Zatrzymanie akcji serca. Podstawiono mi drewniany stołeczek, wyprostowałam ramiona w łokciach i zaczęłam naciskać na kruchą klatkę w rytm "Staying alive", 100 uciśnięć na minutę. Przez dwie minuty. Kolejny szok. Dwie minuty, szok, leki, dwie minuty. Jej klatka była taka zimna i chuda. Pamiętam to uczucie do dziś. Dużo miększa niż ta manekina, zaginała się pod moimi dłońmi lekko i posłusznie. Po parunastu cyklach padło pytanie: czy ktoś się nie zgadza, że nie warto kontynuować?

Nie.

Śmierć przyszła po cichu między naszymi okrzykami, komendami i uciskami. Zauważyliśmy za późno. Spojrzałam na koleżankę studentkę, miała łzy w oczach. A ja nie. Czy jestem bezduszna? Dlaczego nie płaczę? Co czuję? Co powinnam czuć?

Po końcu mojej zmiany zaszłam po kawę przy szpitalu. Słońce świeciło dalej, tak jak rano.

- How's your day been so far? Good? The weather is gorgeous today! Barista miał ochotę na rozmowę.

- Fine, thank you - skłamałam.

Kupiłam kawę, usiadłam w samochodzie, odmówiłam wieczny odpoczynek i drętwymi dłońmi poprowadziłam do domu. Nadal czułam zimno jej ciała i kruchość klatki. Najechałam oponą na pustą butelkę i dreszcz przebiegł w dół moich pleców.

Control Z nie działa na tym świecie.

El beso de la muerte Barcelona (4 of 7)

* Życie nie jest takie proste. W tym przypadku śmierć była wynikiem długoletniej choroby wieńcowej, która doprowadziła do obumarcia mięśnia sercowego, osłabienia ściany komory i jej ostatecznego pęknięcia. Wszystkie przypadki spotkań z pacjentami są anonimowe bądź wymyślone.

** Zdjęcia: El beso de la muerte - rzeźba Jaume Barba znajdująca się na cmentarzu Poblenou w Barcelonie.

Przewaga szczęścia - to co mam mi wystarcza

Przewaga szczęścia - to co mam mi wystarcza

Uchronić od zapomnienia- 26 rzeczy.

Uchronić od zapomnienia- 26 rzeczy.