Medycyna rodzinna, rodzinna atmosfera

Biggar-1.jpg
Noc jest nadal ciemna za oknem kiedy wyłączam budzik. Wstaję po cichu, żeby nie obudzić K i idę do kuchni zrobić podwójne espresso i zalać owsiankę wrzątkiem. Jadę dziś na południe i już się cieszę na wschód słońca.

Przez ostatni rok jeździłam tylko na zachód, zostawiając wschód za plecami. Jest zimno, może 4 stopnie. Zaparowana przednia szyba czy taka mgła na dworze. Jednak mgła. Krowy stoją zaspane na polach, ciężkie łby z długimi rzęsami w bezruchu zwisają nad ziemią. Mgła zbiera się w dolinach między pagórkami jak mleczna zupa. Słucham Turnaua i rozmyślam.

Może lepiej by było (kto by to ocenił?) Gdybym rzucił to wszystko miejsce bycia zmienił

Mogłem jechać wyjechać i stad się oddalić Ale jednak zostałem z tymi co zostali

Jesienią zawsze bardziej tęsknię za Polska. Za jabłkami na zieleniaku, chłodnymi wieczorami i kolorami na drzewach.

Dojechałam. Jest jeszcze ciemno, godzina 7: 30 rano. Mały wiktoriański szpital stoi na niewielkim wzgórzu, świecą się światła w środku. Wchodzę i zauważam, że pachnie owsianką i herbatą - bez nutki choroby i braku nadziei, jak to często bywa w szpitalach.

Pielęgniarka zauważa, że wyglądam na zagubioną i proponuje mi herbatę. Dodaje, że mój pokój jest już przygotowany. Okazuje się, że mam swój własny pokoik na strychu szpitala, wytapetowany w kwiatki z bordowym dywanem i widokiem na pola. Ale chyba nie będę tu spała, za blisko jest do domu, a własne łóżko zawsze jest lepsze niż obce. I można ogrzać lodowate stopy o osobę śpiącą obok.

Przychodnia znajduje się za budynkiem szpitala. Pracuje tu 7 lekarzy rodzinnych, a zarejestrowanych jest ponad 7 000 pacjentów.

Lekarz, który będzie opiekunem moich praktyk, nosi tweedowa marynarke z łatami na łokciach, a w drodze na wizyty domowe zajeżdża do lokalnego rzeźnika zapłacić miesięczny rachunek za mięso.

Do pracy jeździ rowerem, bo kiedy chodził pieszo zbyt wielu pacjentów go zatrzymywało, żeby porozmawiać.

Bardzo podoba mi się system medycyny pierwszego kontaktu w Wielkiej Brytanii. Każdy ma swojego lekarza rodzinnego, który z założenia ma być osoba znającą pacjenta przez wiele lat. Często ten sam lekarz leczy wszystkich członków tej samej rodziny przez cale ich życie. Dzięki temu może ich dobrze poznać, wie jaka jest sytuacja w domu i z czym borykaja się jego pacjenci. Jest również osobą która może skierować pacjenta do lekarza specjalisty. Lub odradzić skierowanie, kiedy nie jest ono potrzebne.

Leczy całą osobę, a nie tylko jeden organ.

Spotkalam się z wieloma negatywnymi opiniami wśród Polaków na temat ich lekarzy rodzinnych. Są zawiedzeni ze dostali tylko paracetamol, a przecież chcieliby antybiotyk albo chociaż jakiś syrop. Przecież lekarz rodzinny nie zna się na niczym, bo jak można się znać na wszystkim.

W Polsce mogę sobie iść do szpitala, zamówić morfologię i posiew i powiedzieć lekarzowi co ma mi przepisać. Albo pożyczyć leki od sąsiadki bo jej pomogły z tym uciążliwym kaszlem. A tutaj nawet prywatnie nie można iść na głupie USG bez skierowania od lekarza rodzinnego.

Często potrzeba dobrego stanu zdrowia, jest potrzegana jako potrzeba leczenia, a te nie zawsze muszą iść w parze. Potrzeby odczuwane nie są zawsze potrzebami normatywnymi. Czyli czasem zadaniem lekarza jest bronić pacjenta przed samym sobą, żeby uniknąc niepotrzebnych badań, inwazyjnych procedur i faszerowania lekami które przyniosą zysk tylko firmie farmaceutycznej.

Dobry lekarz rodzinny zna się na ludziach. Kiedy patrzy na pacjenta, pierwszą rzeczą jaką widzi nie jest serce, płuca, nerki czy wątroba, tylko zmęczona młoda mama, z trójka dzieci poniżej 5 roku życia, nieobecnym, wiecznie zapracowanym mężem. I pyta ją czy ma czas zadbać o siebie. Czy ma wsparcie i czas wypić chociaż jedna herbatę dziennie w ciszy i spokoju.

Nie widzi zaniedbanej młodej dziewczyny z nadwaga, która sama jest sobie wszystko winna, tylko zestresowana studentkę z depresja i pyta o to czy ma z kim porozmawiać, czy dobrze śpi w nocy.Czy czasem myśli, żę nie warto juz dalej się starać. Czy ma nadzieje na lepsze jutro. Wie, że brak nadziei jest jednym z najlepszych czynników przewidujących ryzyko samobójstwa.

W mojej szkole czesto mówi się o tym jak ważna jest partnerska relacja z pacjentem. Model patriarchalny, gdzie lekarz daje wyklad pacjentowi a ten posłusznie idzie do apteki i wydaje krocie na leki jest już przestarzały i odstawiony na półkę. A przynajmniej powinien być.

Lekarz który zna cię dobrze i któremu zaufasz może stać się adwokatem twojego zdrowia. Ale tylko jeśli mu zaufasz i uwierzysz ze jego jedynym celem jest twoje lepsze zdrowie. Waszym celem.

 

PS. Wiem, że jestem idealistką.  Nie będę za to przepraszać.

LifeMaggie Frej