Kiedy powiem sobie dość {2}

the-way.jpg

Kiedy powiem sobie dość {2}

Druga część cyklu wpisów o moim małym biznesie w UK. Część pierwsza do przeczytania tutaj.

 

Minęło trochę więcej czasu, niż planowałam od pierwszej części tego wpisu. Dziś będę kontynuować moją opowieść o tym, jak założyłam własną działalność gospodarczą w UK w wieku 22 lat.

Jesteśmy nadal w 2010 roku, kiedy zaczęłam studiować medycynę w Glasgow, byłam świeżo upieczoną mężatką i potrzebowałam pracy dorywczej na weekendy lub wieczory. W przeciągu paru tygodni po ogłoszeniu się jako korepetytorka z biologii i chemii miała trzy uczennice. Jeździłam na zajęcia do Glasgow z Edynburga pociągiem, po zajęciach wsiadałam w naszego starego Peugeota i jeździłam do domów uczniów. Lubiłam to. Lubiłam mówić uczniom, że nauka biologii nie jest wcale trudna, opowiadałam o tym, jak praca w labie wygląda od kuchni, jak wyciągnąć nitkę DNA z komórki lub jak można włożyć dodatkowy gen do plazmidu bakterii. Bardzo dobrze nam się pracowało razem. Z tego względu, że nie zdjęłam ogłoszenia z gumtree, zgłaszało się do mnie coraz więcej rodziców. Zimą 2010 miałam już 6 uczniów i musiałam zacząć odmawiać kolejnym rodzicom.

Wtedy zaczął mi chodzić po głowie pomysł założenia własnego biznesu. Pomysł był bardzo prosty: miał polegać na założeniu agencji, która kojarzyłaby korepetytorów z uczniami poszukującymi nauczyciela. Wiedziałam, że takie agencje już istnieją, ale z własnego doświadczenia domyślałam się, że widocznie nie działają na tyle dobrze, żeby nasycić edynburski rynek dobrymi nauczycielami. Przynajmniej nie do biologii i chemii, inaczej nie byłoby mi tak łatwo znaleźć tylu uczniów w tak krótkim czasie.

Myślałam długo nad tym pomysłem i zaczęły pojawiać się pewne wątpliwości: czy był to model biznesowy, w którym dobrze bym się czuła? Czy miałam wystarczająco dużo doświadczenia, żeby polecać nauczycieli innym uczniom? Czy nauczyciele będą chcieli ze mną pracować? W jakiś sposób biznes będzie na siebie zarabiał?

Kiedy zaczęłam pierwsze studia w Edynburgu w 2007 roku, sama pracowałam dla podobnej agencji. Kobietę, która była właścicielką, poznałam tylko na spotkaniu, które miało być rozmową kwalifikacyjną, a okazało się jedynie podpisaniem umowy z agencją, na podstawie której nie mogłam uczyć uczniów z polecenia agencji za jej plecami. Oprócz kontaktów z panią właścicielką, żeby dostać dane kolejnych uczniów nie miałam żadnej korzyści z bycia członkiem agencji. Z każdego 30 funtów zapłaconego przez rodziców otrzymywałam 13 a agencja zabierała 17. Godziłam się na to przez około jeden rok po czym odeszłam.

To doświadczenie było dla mnie kolejnym powodem, żeby stworzyć coś lepszego, zaoferować lepsze warunki dla nauczycieli i dzięki temu stworzyć społeczność najlepszych korepetytorów w mieście. Z drugiej strony wiedziałam, jak trudno będzie zdobyć zaufanie nauczycieli i uczniów osobie, która nie jest z tego kraju i nie zna bezpośrednio realiów lokalnego systemu edukacyjnego.

Postanowiłam zostawić ten pomysł i przemyśleć wszystko jeszcze raz. Zastanowić się nad moją motywacją do podjęcia takiego wyzwania, nad tym, czy moje umiejętności i charakter wystarczą, żeby stworzyć coś od podstaw. Motywacja była dla mnie najważniejsza, bo wiedziłam, że praca na własny rachunek wymaga poświecenia dużo czasu i energii. Wiedziałam też, że pieniądze nie są dla mnie motywacją w żadnym stopniu. Z nieznanego mi powodu jestem urodzoną idealistką, czasem dochodzącą do pewnego stopnia naiwności. Nie są to cechy pożądane w świecie biznesu, nawet tak mikroskopijnego, jaki planowałam, więc musiałam dać sobie czas na przemyślenie wszystkich aspektów prowadzenia własnej firmy.

Czy mi się udało? Do jakiego stopnia? Dowiemy się w kolejnym odcinku.

LifeMaggie Frej