Jak zarobiłam 20 000 złotych na podróże

Bali-Ideal-2-week-Itinerary-3-of-4.jpg

Czasem, kiedy rozmawiamy o podróżach ze znajomymi, pada pytanie o koszty. Ludzie są ciekawi, to zupełnie normalne. Podróże były moim marzeniem od dawna jednak przez wiele lat nie udało mi się ich zrealizować.

W każde wakacje po maturze pracowałam w dorywczych pracach: na kasie w McDonaldzie, w kawiarni, jako sprzątaczka, z jednym epizodem w fabryce kubeczków plastikowych. Nie wstydzę się tego zupełnie, ale były to prace, które pozwalały mi na przeżycie, a nie na spełnianie marzeń. Przy okazji założenia mojego biznesu zaczęłam myśleć o tym, jakie umiejętności mogą okazać się przydatne w najbliższych latach. Oczywistym wyborem były podstawy kodowania.

Moje początki były mniej bolesne z racji tego, ze J jest informatykiem. Pokierował mnie do odpowiednich stron, gdzie mogłam zacząć naukę (napisze o nich oddzielny wpis).

Powoli uczyłam się zupełnych podstaw HTML, CSS i obsługi WordPress. Czytałam blogi o projektowaniu stron internetowych, o responsive designie. Zaczęłam zauważać ciekawe rozwiązania przeglądając strony internetowe a moje serce krwawiło na widok każdego serwisu używającego intro we Flashu (było to około 5 lat temu).

W międzyczasie mój biznes się rozkręcał, ale nadeszły wakacje i liczba klientów spadła, wiec miałam więcej czasu na naukę i praktykę nowych umiejętności. Zaprojektowałam wtedy stronę mojego biznesu, która została zauważona przez serwis Admire the Web. Powoli zaczynałam myśleć o nowych projektach i pracy z klientami, mimo że uważałam się wtedy jeszcze za amatora.

W czerwcu 2010 roku dostałam maila od kierownika inkubatorów bienzesowych z uniwersytetu w Edynburgu. Polecił mnie nowemu startupowi jako osobę od social media. Okazało się, ze dwóch chirurgów, którzy stawiali wtedy pierwsze kroki w świecie biznesu, szukało stażysty na wakacje.

Praca za darmo — oczywiste! (ale nie dla mnie)

Jeśli czytacie mojego bloga, znacie moje zdanie na temat niektórych chirurgów, ich nadmuchanego ego, ogólnego samozadowolenia z siebie i unoszenia się dwa centymetry nad ziemia. Ci nie byli tacy, ale idąc na pierwszą rozmowę spodziewałam się najgorszego.

Spotkałam się z nimi na kawę w ulubionej szwedzkiej kawiarni i dowiedziałam, że owszem chętnie przyjmą mnie pod swoje skrzydła, gdzie będę miała okazje zobaczyć jak działa prawdziwy start up oraz będę mogła przebywać w ich świetnej obecności. Oczywiste było, że gig ten miał odbywać się za darmo. Oczywiste dla chirurgów, ale nie dla mnie. Powiedziałam im wtedy, że nie stać mnie na pracę za darmo. Po angielsku ujęłam to w następujących słowach „I'm afraid I cannot afford to work for free". Kiedy powiedzieli, że będzie to świetna okazja, żeby zdobyć doświadczenie, odpowiedziałam, że jeśli będę wykonywać pracę, za która w innym wypadku musieliby zapłacić, oczekuję pensji. Po tej wymianie zdań nasza rozmowa toczyła się jeszcze około pół godziny. Zadawali mi dużo pytań o moje pomysły i umiejętności i jeszcze tego samego dnia odpisali, że chcą mi zaoferować staż i żebym pomyślała o tym, jakie wynagrodzenie mnie zainteresuje.

To był początek współpracy, która trwała ponad 4 lata i skończyła się niedawno, na moją prośbę. Praca z chirurgami nauczyła mnie wiele. Nie wiem skąd miałam w sobie odwagę, żeby powiedzieć na pierwszym spotkaniu o tym, że nie będę pracować za darmo, ale jestem przekonana, że gdyby nie to, nasza współpraca potoczyłaby się inaczej.

Poza pracą nad własnym biznesem praca dla chirurgów była stałym dochodem, ale nie dużym. Nadal niedającym mi możliwości na spełnianie marzeń o podróżach.

Chirurdzy mają pomysł

W międzyczasie intensywnie uczyłam się obsługi WordPress, byłam na bieżąco z nowinkami o trendach i najlepszych praktykach w branży. Wtedy chirurdzy wpadli na pomysł serwisu edukacyjnego, który oferowałby kursy chirurgii laparoskopowej oparte o tutoriale video. Ponieważ w ich oczach byłam „ekspertem od internetów” spytali mnie czy da się coś takiego zbudować tanim kosztem.

Po paru godzinach szperania w internecie okazało się, że tak i kolejnego dnia moja oferta na projekt wylądowała w ich skrzynkach. Od designu po strukturę i user experience wszyscy zaprojektowałam sama. Cały projekt wymagał ode mnie wiele pracy, wiele godzin nauki i pomocy J'a, który ratował mnie, kiedy nie potrafiłam czegoś zakodować. Bez niego ten projekt prawdopodobnie by upadł, ale udało się. Jest w internecie, działa, a chirurdzy z całego świata mogą nauczyć się podstaw laparoskopii i otrzymać certyfikat ukończenia kursu.

Glasgow Coma Scale

Kolejny projekt, który wyniknął z mojej współpracy z chirurgami była oferta zaprojektowania strony na 40-stą rocznicę stworzenia Glasgow Coma Scale — skali pomagającej ocenić stan neurologiczny pacjenta, znanej na całym świecie. Jeden z chirurgów polecił mnie Profesorowi Teasdale'owi (jednemu ze wspóautorów skali GCS) i rozpoczęła się nasza współpraca. Tutaj moim zadaniem był design i projekt graficzny logo, strony oraz branding materiałów informacyjnych. J wszystko pięknie zakodował.  Było to dla mnie zadanie, które było po trosze spełnieniem marzeń. Mogłam projektować (co przynosi mi wiele radości) i jednocześnie pracować dla jednego z najbardziej znanych i cenionych lekarzy na świecie, przyczyniając się do szerzenia wiedzy na temat GCS.

Projekt zamknęliśmy na jeden dzień przed wyjazdem na Bali. Ale mogliśmy pojechać między innymi dzięki niemu.

Moje zasady

Co przyczyniło się do tego, że miałam możliwość zarobić te pieniądze na podróże i zacząć spełniać marzenia? Poniżej spisałam kilka zasad, którymi się kierowałam przez ostanie 5 lat:

  1. dążenie do samorozwoju
  2. nauka rzeczy poza moją strefą komfortu i wiedzy
  3. trzymanie się swoich zasad (tu: nie pracuję za darmo przy projektach komercyjnych)
  4. wymaganie szacunku od innych, mimo ich wyższego stanowiska czy wykształcenia
  5. rozwijanie siatki znajomości (tu: poznanie chirurgów)
  6. stawianie sobie wymagań i cenienie swojego czasu.

Oba projekty kosztowały mnie i J'a wiele frustracji, czasu i wyrzeczeń.

Cztery dni później siedziałam w Indonezji  na wulkanie czekając na wschód słońca i pomyślałam, że jesteśmy największymi szczęściarzami na świecie.

Było warto.

Bali mount Batur trek blogger review (2 of 41) Bali mount Batur trek blogger review (25 of 41)Bali mount Batur trek blogger review (10 of 41) mt batur sunrise trek blogger review bali 4

Life, PersonalMaggie Frej