Jak się mieszka w Szkocji?

photodune-2245749-highlands-scotland-panorama-m.jpg

To najczęściej zadawane nam pytanie, kiedy ludzie dowiadują się, że nie mieszkamy w Polsce. O ile nie myślą, że Anglia i Szkocja to jedno miejsce.

Odpowiedź na to pytanie zależy od mojego nastroju. Kiedy zapytasz mnie o złej porze dnia, kiedy jestem głodna lub stęskniona za Polską, otrzymasz inną odpowiedź. Dziś powstrzymam się od kwiecistych metafor i opowiem, jak mi się żyje w tej krainie deszczowców. Po prostu. Bez nektaru niespełnienia.

Zarobki

Zacznijmy od słonia w pokoju. To powiedzenie w języku angielskim określające temat, na który każdy chciałby porozmawiać, ale nikt nie ma odwagi. Na przykład, kiedy koleżanka z pracy jest w widocznej już ciąży, ale jeszcze nikomu nie powiedziała. Albo wiadomo, że kolega dostał wymówienie, ale jeszcze pracuje do końca tygodnia.

Zarobki w Szkocji są godziwe. Minimalna stawka za godzinę to 6,50 funta, co daje trochę ponad 1000 funtów na miesiąc po odliczeniu podatku. A za minimalną stawkę pracuje niewielu ludzi. W praktyce oznacza to, że większość pracujących ludzi stać na własne mieszkanie, 6-letniego Forda Focusa, meble z IKEI i tydzień na Costa del Sol w lipcu. Dla ludzi pracujących w zawodzie pensja początkowa po studiach wynosi między 15 a 30 000 na rok (brutto). Kwota wolna od podatku wzrasta często i aktualnie wynosi 10 600 funtów rocznie. Progi podatkowe to 20% do 31785, 40% od 31786 i 45% od 150 000 rocznie.

Ubiegający się o pracę mogą liczyć na to, że oferta będzie zawierała przedziały, w których będzie mieścić się ich wynagrodzenie. Zdolności negocjacyjne są przydatne, ale bardziej prawdopodobne jest to, że pracę dostanie najlepszy, a nie najtańszy kandydat.

W sektorze publicznym wysokość zarobków jest powszechnie dostępna na państwowych stronach internetowych. Najwyższe zarobki mają ludzie pracujący w finansach i w firmach consultingowych.

Infrastruktura

Autostrady łączą wszystkie większe miasta i pozwalają na szybkie i bezpiecznie przemieszczanie się po całym kraju. Roboty drogowe ciągną się za to miesiącami, a drogi w miastach często są dziurawe i łatane wiele razy. Komunikacja publiczna jest droga i często taniej jest pojechać gdzieś samochodem niż pociągiem. Na przykład bilet powrotny do Glasgow kosztuje 23,60 a samochodem podróż kosztuje mnie około 7 funtów w obie strony.

Załatwianie formalności w urzędach jest niemal przyjemnością. Właściwie wszystko można załatwić przez internet. Włącznie z kupieniem pozwolenia na parkowanie, zapłaceniem za podatek drogowy i wypełnienie zeznania podatkowego. Infolinie skarbu państwa są niezwykle pomocne, a prawo podatkowe przystępne do zrozumienia.

Policja

Postanowiłam poświecić oddzielny akapit policji, bo podejsćie do służb porządkowych w UK jest zupełnie inne niż w Polsce. Oczywiście przyczynia się do tego wiele czynników i nie wygląda tak samo we wszystkich dzielnicach, ale policjant jest raczej twoim przyjacielem niż wrogiem. Możesz śmiało zapytać go o drogę, a obecność umundurowanych wzbudza we mnie raczej poczucie bezpieczeństwa niż czujności. W Edynburgu policjanci znani są z tego, że mają stałe posterunki przy nocnych klubach, żeby dbać o bezpieczeństwo bawiącej się młodzieży. Zimą rozdają bosym kobietom z obdartymi piętami piankowe japonki, żeby nie musiały wracać do domu boso.

Za to panowie parkingowi są jedną z najbardziej znienawidzonych grup społecznych. Mandaty za nieprawidłowe parkowanie są wysokie i częste. Niewiele osób robi sobie z nimi zdjęcia.

Bycie Polakiem na emigracji

Czasem daje mi w kość, a czasem rozczula do łez. Zdarzało się, że pacjenci pytali mnie, po co tu przyjechałam, kiedy zamierzam wracać do domu i czemu akurat mieszkam w Szkocji. Bywało też tak, że rozmawiałam ze staruszkami na ginekologii i kiedy usłyszały, że jestem z Polski zaczynały mi opowiadać rzewne historie o polskich żołnierzach i klubie Polaka, gdzie chodziły na potańcówki po wojnie. Życie na emigracji jest ciekawe, czasem smutne, często samotne. Ale to życie, które sama wybrałam i nie zamieniłabym go w tym momencie na inne.

Edukacja

Często jestem pytana o poziom nauczania na brytyjskich uniwersytetach. Zwykle wtedy odpowiadam, że nie studiowałam nigdy w Polsce. Poza tym nie wiem co do końca pytający ma na myśli pytając o poziom. To ile egzaminów musi zdawać przeciętny student? Ile godzin siedzi na wykładach? Jakie są możliwości na zaangażowanie w prace naukowe? Jaki procent absolwentów zdobywa pracę związaną ze swoim wykształceniem w pierwszym roku po zakończeniu studiów?

Szkockie uniwersytety należą do najlepszych na świecie i plasują się wysoko w światowych rankingach. Studiowałam na University of Edinburgh i University of Glasgow i pierwsza myśl, jaka przychodzi mi do głowy to, że studiuje się przyjemnie. Wykłady są ciekawe, wykładowcy w większości zainteresowani i podchodzący do studenta z sympatią, starający się rozbudzić ciekawość młodych ludzi i zarazić ich entuzjazmem. Egzaminy i zaliczenia występują z mniejszą częstotliwością, co nie oznacza, że są łatwiejsze niż w Polsce. Po moich studiach czuję się dobrze przygotowana do podjęcia pracy jako młoda lekarka. A studia będę wspominać z uśmiechem na twarzy. Myślę, że to dobry początek.

Jedzenie

O jedzeniu mogłabym pisać wiele, bo jest to jedna z niewielu przyjemności w moim życiu. Czasem szkoda mi Brytyjczyków i mam ochotę im powiedzieć: wiecie, że chleb można piec w taki sposób, żeby nie smakował jak pusta gąbka? Albo: nie musicie już jeść indyka, są inne smaczniejsze mięsa. Lub: są miejsca na świecie, gdzie pomidory nie smakują jak woda, a truskawki kosztują 10 zł za kilogram słodkich pyszności, a nie za 5 przerośniętych wodnistych sztuk. Ale skoro przez tyle wieków się męczyli z tym jedzeniem, to może lepiej ich nie uświadamiać. Bo jeszcze będziemy mieli fale imigracji do Polski w sezonie truskawkowym.

Język

Na początku był dla mnie miłym zaskoczeniem. Rozumiałam dużo więcej niż z angielskiego akcentu, który brzmiał jakby wszystkie końcówki zostały połykane, a w ustach mówiący mieli dwie kluski śląskie. Teraz uwielbiam szkocki akcent, lokalne powiedzenia i słówka. Kiedy ląduję w Szkocji po wakacjach pierwsze usłyszane nieme T i twarde R sprawia, że czuje się jak w domu. Zwłaszcza po przyjeździe z Londynu.

Lokalny patriotyzm

Ostatnie osiem lat zrobiło swoje. Szkocja to mój drugi dom. Czuję niezrozumiałą antypatię do Anglików, a od czasu do czasu wymsknie mi się „take a wee seat”, „sorry I'm a bit crabbit today” lub „lemme have a wee listen to yer chest!”.

Chociaż "God save the queen" nie przechodzi mi przez gardło. *

fairy-2Bpools-2Bisle-2Bof-2Bskye-2Bscotland isle-2Bof-2Bskye-2Btrip

april

*to słowa hymnu narodowego UK. Wbrew pozorom wielu Szkotów kocha królową, ale mi do tego daleko.

LifeMaggie Frej