#hellomynameis

hello-my-name-is-malgosia.jpg

Zaczęło się od strasznego zmęczenia. Codziennie po południu musiała się zdrzemnąć, co noc zmieniała piżamę na suchą, bo budziła się zlana zimnym potem.

Pojechali z mężem na wakacje do Los Angeles. W samolocie zaczął boleć ją brzuch. To pewnie przez to jedzenie, pomyślała. Wzdęcia, nic więcej. Przez pierwsze dni urlopu bóle nie ustępowały, coś ciągnęło ją w podbrzuszu, jakby kolka. Czasem musiała przystanąć i poczekać aż ból minie. Nie chciała nikogo alarmować. Następnej nocy zaczęła krwawić i nie umiała przestać. Nic nie pomagało.

Była lekarzem na ostatnim roku specjalizacji, co prawda z geriatrii, ale zaczęła powoli łączyć kropki, a obraz jaki się pojawiał był czymś, czego nigdy nie spodziewała się zobaczyć. Nie w wieku trzydziestu lat. Wieczorem pojechali na amerykański oddział ratunkowy. Zwyczajem zza drugiej strony Atlantyku, zrobiono jej wszystkie badania. Była przerażona. Nie chciała zgodzić się na rezonans. Kiedy przejeżdżała przez pierścień wielkiego magnesu jej elektrony posłusznie pofrunęły ku górze, a nadzieja spadła ku podłodze. Wiedziała co będzie dalej. Zaawansowana sarkoma, wyjątkowo złośliwa.

Z perspektywy łóżka szpitalnego

Wróciła do domu do Wielkiej Brytanii i zaczęła tułaczkę po gabinetach lekarskich. Wszystko w ramach NHS-u - bardzo wierzyła w system, w którym pracowała od ponad 8 lat. Po raz pierwszy była pacjentką. Zaczęła zauważać sprawy, które nigdy wcześniej nie wydawały jej się ważne. Policzyła, że od przejścia przez wahadłowe drzwi szpitala do położenia się na wąskim szpitalnym łóżku spotkała pięć różnych osób: recepcjonistkę, portiera, salową, pielęgniarkę i na końcu lekarza. Żadne z nich się nie przedstawiło. Następnego dnia na obchodzie stali wokół niej jak stado sępów. Nikt nic nie mówił do niej, mówiono tylko o niej. W osobie trzeciej, bez używania imienia. Stali metr nad jej łóżkiem. Czuła się bezbronna i odpowiadała na pytania z posłuszeństwem małej dziewczynki. Nie miała nic do powiedzenia. Musiała zostać na kolejną noc. Kiedy przyszła wieczorna zmiana, przy jej łóżku stanęła nowa pielęgniarka. Powiedziała: Hello Kate, my name is Laura, I'll be looking after you tonight.

Nagle poczuła, jak schodzi z niej całe napięcie, jak ciepłe łzy zaczynają turlać się po zmęczonych policzkach. W końcu ktoś przemówił do niej ludzkim głosem. Laura usiadła na jej łóżku i złapała ją za rękę.

Powiedziała:

„I know, I know, this must be really scary for you. Are you in pain? No? Try and get some sleep and just press the button if you need anything.”

Kate zasnęła i spała całe 3 godziny. Najdłużej od dwóch tygodni. Tej nocy miała dużo czasu na myślenie. Postanowiła napisać książkę i zmienić podejście do pacjenta w brytyjskich szpitalach. Jej kampania „#hellomynameis”, zaczęta opisywaniem swoich doświadczeń jako pacjent na Twitterze, rozniosła się po całym świecie.

Na oddziałach powstały tablice z imionami wszystkich pracowników. Pielęgniarki, lekarze i inni pracownicy szpitali zaczęli nosić oficjalne plakietki ze swoim imieniem na piersi, żeby pacjenci mogli zwracać się do nich po imieniu i wiedzieli kto się nimi opiekuje. Przedstawienie się i powiedzenie swojej roli w opiece nad pacjentem jest wymaganiem na początku każdego praktycznego egzaminu medycznego i pielęgniarskiego. Kampania została poparta przez dyrektorów szpitalnych i polityków, a Kate niedawno otrzymała zaproszenie do Buckingham Palace, gdzie Królowa wręczyła jej odznaczenie za zasługi dla National Health Service w Wielkiej Brytanii.

#hellomynameis

#hellomynameis jest jedną z najlepszych kampanii społecznych, jakie miałam okazje obserwować na Twitterze — jednocześnie nie ma żadnej ukrytej agendy. Chodzi tylko o sprawienie, żeby szpitale stały się bardziej ludzkie. Nie kosztuje ona nic, poza dobrą wolą pracowników. Chęcią poprawienia rzeczy, które da się poprawić. To ambitny projekt, ale jednocześnie genialny w swojej prostocie.

System służby zdrowia wydaje się niereformowalny. Jego skostniałe struktury, ciągły brak pieniędzy, zmęczenie pracowników, korupcja pozostawiają wrażenie, że nic się nie da zmienić. Historie o źle potraktowanych pacjentach, o zawiedzionych nadziejach i spóźnionych diagnozach są niezliczone.

A gdyby tak spojrzeć na to z innej strony. Służbę zdrowia tworzą ludzie. Osoby, których mózgi mają nieograniczony potencjał do tworzenia, do kreatywności, do bycia dobrym. Tysiące pielęgniarek, lekarzy, położnych, salowych. Ludzi, którzy po zdjęciu fartucha czy mundurka wracają do domu, przytulając bliskich, gotują obiady, potrafią być troskliwi i poświęcić uwagę drugiemu człowiekowi. Dlaczego nie można przenieść tych zachowań do miejsca ich pracy? Zobaczyć człowieka w każdym pacjencie. Pamiętać, że z każdą osobą poznawaną w szpitalu łączy się historia, narracja jej całego życia. Czasem pełna bólu, czasem radości.

Każda osoba jest dla kogoś całym światem, nawet jeśli dla Ciebie, panie ordynatorze, wydaje się być tylko chudą babcią w brudnej piżamie.

Zmiana jest możliwa

Jak zacząć wprowadzać zmiany? Jak zawsze warto zacząć od siebie. Porozmawiać z innymi. Wydrukować parę plakatów i powiesić na korytarzu w szpitalu. W Polsce przeszkadzać może bariera językowa. Polski język jest dużo bardziej oficjalny niż angielski. Mówienie "na ty" nie jest często spotykane. Ale przedstawianie się z pierwszego imienia może zrobić dużą różnicę. Traktowanie pacjenta przede wszystkim jako człowieka, który może być wystraszony i zmartwiony, a dopiero później jako osobę, którą trzeba się zająć, może mieć wielką moc.

Tylko trzeba chcieć.

Historia Kate jest dla mnie inspiracją. Potrzeba tylko paru ludzi, silnej woli i wytrwałości, żeby stała się rzeczywistością w innych krajach. Wierzę, że kultura pracy w służbie zdrowia może się zmienić. Szpital jest miejscem, w którym znajdujemy się w momentach bólu, naszej największej bezbronności i bezradności.

Najwyższy czas, żeby szpitale stały się również miejscem, w którym możemy spodziewać się dodania otuchy, pomocy i pokrzepienia, a nie obojętności.

Dzień dobry, nazywam się Małgosia i jestem lekarzem stażystą. Uważam, że pacjentom należy się ludzkie traktowanie.

 

https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=cve2J0o84lc

Kate Grander na Twitterze :

#hellomynameis zostało poparte przez ponad 400 000 pracowników służby zdrowia w UK. Na Twitterze kampania nadal żyje i się rozwija.