Migawki M. to zbiór wpisów o zyciu w Szkocji, byciu matka i lekarzem. Przeplataja sie tu teskty o codzienności z podrózami w swiat i umysł autorki - Małgorzaty Frej. 

Emigracja: życie w rozkroku?

Emigracja: życie w rozkroku?

Warszawa-january-2015-22-of-23.jpg

Mimo tego, że wyjechałam zupełnie na swoich warunkach, czasem czuję się jak na wygnaniu. Noszę w sobie poczucie straty. Tych letnich kilogramów truskawek i czereśni. Wieczorów z otwartym oknem na Królewskiej i bolącego brzucha od żartów mojej siostry. Upalnych dni i wieczornych burz. Kabanosów na wyciągnięcie ręki. Szczekania psów wieczorem, kiedy zasypiam.

W Edynburgu nie szczekają.

Emigracja w młodym wieku to coś innego niż wyjazd po trzydziestce. W Polsce zostawiłam nie tylko rodzinę, przyjaciół i swój pokój, ale też lata nastoletnie, beztroskę liceum i dzieciństwo. Czasy, które nigdy nie wrócą, a z każdym rokiem są coraz bardziej idealizowane w mojej pamięci. Kiedyś myślałam, że żyję w ciągłym rozkroku. Między Polską a Szkocją, między rodziną a pracą, między jedną częścią mnie, która kocha medycynę, a drugą, która chce pojechać na Antarktydę i spać w namiocie pod zielonym światłem Zorzy Polarnej. Tak już się złożyło, a ja z czasem się do tego przystosowałam. Człowiek jest w stanie przystosować się do prawie wszystkiego.

Kiedy w mediach jest mowa o Polakach, o emigracji, o tej homogenicznej szarej grupie ludzi, która przyjechała ze wschodu na Wyspy, nie czuję się jak jedna z nich. Unikam filmów dokumentalnych o emigrantach, a książek nie zamierzam czytać. Emigranci to setki tysięcy historii, niewiele z nich jest takich samych. Może po stu latach będzie można opisać to jako zjawisko socjologiczne, opisać motywy, które popchały ludzi (nas?) do opuszczenia kraju, ale w czasie teraźniejszym są to decyzje, o których nie chcę rozmawiać. I mam do tego prawo.

Ludzie, którzy zostali w Polsce, dorośli. Stworzyli nowe relacje, poznali siebie na nowo, odnaleźli się w nowym świecie, żyją już w innej rzeczywistości, beze mnie. Dzieci nie są już dziećmi. Zamiast wymieniania karteczek i grania w króla pod blokiem jest Monster High i Snapchat. Miejsca, które były moje, teraz należą do innych. Kiedy do nich wracam, czuję się już obco, nie wiem, czy mam prawo się o nie upominać.

Nawet jeśli spędzam w Polsce miesiąc, czuję się jak gość. Kiedy jąkam się przy kupnie biletu na dworcu Centralnym, chcę powiedzieć zniecierpliwionej pani w okienku: proszę mi wybaczyć, ale ja nie jestem stąd! I nawet w mojej głowie brzmi to idiotycznie. Język, którym kiedyś z taką łatwością się bawiłam teraz brzmi obco. W niektórych sytuacjach nie wiem jak go użyć, na przykład, kiedy rozmawiam z panią z banku przez telefon, albo kiedy mówię do kelnera „na ty” i dziwię się, że nie można zamówić wody z kranu. Nie umiem podyktować mojego numeru telefonu ani szkockiego adresu po polsku, a na pytanie, czy napiję się czegoś u znajomych odpowiadam, że jestem OK.

Teraz wiem, że rozdarcie, życie paroma rzeczywistościami naraz są częścią tego, kim jestem. Nigdy nie będę już miała 18 lat i spędzała każdego wieczoru pod bursą na Długiej z moim chłopakiem. Nie będę już siedziała na klatce na sankach i gadała o wszystkim i o niczym z kolegami z podwórka. Nie słucham już Paktofoniki ani The Cranberries. Mylę nostalgię z tęsknotą za Polską. Świat się zmienił, tamten mój już nie istnieje. Niepokój, który we mnie jest wynika z poczucia straty, która jest częścią życia.

Na emigracji czy nie, uczę się żyć w rozkroku.

Warszawa january 2015 (11 of 23)

Zrobiłam sobie prezent

Zrobiłam sobie prezent

Urlop menstruacyjny — głupota nie boli

Urlop menstruacyjny — głupota nie boli