Szybkie przyjemności. Poezja smaku.

zdjecie-2006-edited.jpg

Karmię się szybkimi przyjemnościami. Nie mam czasu na analizowanie i dobieranie się do serca karczocha, żeby najeść się najsłodszym kąskiem. Jem wszystko, co popadnie. Internety, magazyny, seriale, podcasty ze szczyptą krymiału, jeśli podmuch ambicji akurat zwieje mi książkę z półki prosto w ręce.

Niedostępna ludzkim oczom, że nikt po niej się nie błąka, W swem bezpieczu szmaragdowem rozkwitała w bezmiar łąka, Strumień skrzył się na zieleni nieustannie zmienną łatą, A gwoździki z poza trawy wykrapiały się wiśniato.

Kiedyś smakowałam słowo po słowie. Synapsy strzelały przyjemnie.

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące? Czemuż niema ust moich na łące?

Teraz poezja mnie onieśmiela. Co, jeśli nie zrozumiem zamysłu autora? Czy będę potrafiła zauważyć szczegóły zawarte w dobranych słowach? Czy jestem godna, żeby siadać z Szymborską do kawy? Czy Norwid nie miałyby nic przeciwko mojemu drugiemu kieliszkowi wina? Czy moje myśli są wystarczająco katastroficzne, żeby wczuć się w Czechowicza?

Ja chcę nie wierzyć i nie chce wierzyć mały poszarpany kruk

którego psy rozdarły

śmierć chodzi ona do mnie mówi szeptem gorącym

zdaje się że z obrazu złotego dna wychodzi Bóg

schyla się nade mną umarłym i krukiem zdychającym

Spytałam mamę, tatę i babcię. Trzy razy tak. Ulubieńcy to Gałczyński, Mickiewicz, Norwid i Stachura. Takie czasy, taka rzeczywistość. Jaką poezję czyta moje pokolenie?

Czy nasze mózgi pędzą za szybko, żeby rozebrać wiersz do bielizny?

Mam nadzieję, że Szymborska się nie obrazi za mój brak zrozumienia. A czasem sama nakarmię szufladę. Bo lubię.

the-fleeting-day-poezja-smaku

LifeMaggie Frej