Migawki M. to zbiór wpisów o zyciu w Szkocji, byciu matka i lekarzem. Przeplataja sie tu teskty o codzienności z podrózami w swiat i umysł autorki - Małgorzaty Frej. 

Ambicja, która niszczy marzenia.

Ambicja, która niszczy marzenia.

goia-2.jpg

Są dwa aspekty mojej osobowości, które rodzice czasem przypominają mi kiedy zaczynam przesadnie martwić się o losy moje i świata.

Podobno w pierwszej klasie podstawówki od początku chciałam pisać piórem z atramentem zamiast ołówkiem. Miałam więc dwa zeszyty do zadań domowych. Jeden na brudno i drugi na czysto. Wszystkie prace z nauki pisania wykonywałam dwa razy.  Drugie wspomnienie to martwienie się i planowanie na zapas. Już w drugiej klasie podstawówki zaczęłam się martwić, że nie zdam matury i postanowiłam pracować ze wszystkich sił, żeby zwiększyć swoje szanse na zdanie egzaminu dojrzałości. Zawsze byłam ambitna i coraz częściej widzę to jako moje przekleństwo a nie błogosławieństwo.

Przez ambicję trafiłam do szkoły z maturą międzynarodową i na studia w Edynburgu. Kto wie, może to właśnie ambicja sprawiła, że jestem teraz lekarzem, mimo że nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego chciałam nim zostać. Z moich zachowań wynikło dużo dobrego, w oczach innych byłam dzieckiem, które zawsze chciało być dobrze przygotowane, zawsze sumienne. Sama nie czułam żadnej presji zewnętrznej, żeby dobrze wypaść, nawet wydawało mi się, że sukcesy akademickie przychodzą mi w miarę łatwo.

Teraz widzę, że od dziecka poczucie ambicji planowało mi życie, zamiast pomagać w osiąganiu celów, podstawiało pod nos to, co nie do końca sprawia, że jestem szczęśliwa. Tak było w przypadku mojego biznesu. Mogłam go założyć, więc to zrobiłam. Było niewiele momentów, kiedy to przedsięwzięcie przyniosło mi szczęście, a na pieniądzach przestało mi już zupełnie zależeć po tym, jak je sama zarobiłam.

Ambicja, która przerasta moralność to popularny temat w literaturze (Makbet) a ostatnio nawet na Netflixie (House of Cards). A co z ambicją, która niszczy marzenia? Bez wątpienia ma potencjał, żeby stać się destrukcyjna, ale nie jest to możliwe bez przyzwolenia jednostki. Niewiele rzeczy dzieje się w naszym życiu bez naszej świadomości i zgody.

Czasem, kiedy rano zachodzę po cappuccino do szpitalnej kawiarni o wdzięcznej nazwie Aroma, zadaje sobie pytanie: czy nie wolałabym być baristą? Żeby po paru latach (a nie parunastu) być naprawdę dobra w tym, co robię, uszczęśliwiać ludzi każdego dnia podając im idealnie zrobiony aromatyczny napój z uśmiechem i życzeniem miłego dnia. Sprzątać moją małą przestrzeń pracy, żeby zawsze wyglądała czysto. Żeby moje miejsce pracy pachniało kawą, a nie kupą? Szybko moje myśli idą dalej, planuję założenie małej kawiarni w mieście, najlepiej sprzedającej książki i sztukę niezależnych artystów, w głowie organizuję już spotkania z podróżnikami, wieczory czytania poezji, degustacje egzotycznych czekolad. I znów nic nie jest proste. Nawet w moich marzeniach i planach. Ta tendencja do komplikowania życia jest wyczerpująca.

Nie jest to kwestia braku satysfakcji z tego, że jestem daleko od sukcesu, a dopiero po jego osiągnięciu będę w stanie osiągnąć szczęście. Szczęście i sukces nie idą w parze w moim życiu, a sam sukces nie smakuje tak samo dobrze, jak kawa zrobiona na palniku przed namiotem w górach.

Zabrzmi to dumnie, mimo że nie taki jest mój zamiar. Ambicja jest dla mnie źródłem smutku, poczuciem codziennego zawodu. Że coś mogę, a tego nie robię. Że mam przywileje człowieka pierwszego świata, a nie przyczyniam się, żeby uczynić go lepszym miejscem. I tak po raz kolejny czuję, że noszę na ramionach cierpienie milionów, a moi znajomi śmieją się po cichu z moich problemów.

„Nic naprawdę cennego nie bierze się z ambicji czy też z samego poczucia obowiązku; to, co cenne, rodzi się z miłości i poświęcenia dla innych ludzi i dla sfery ducha obiektywnego”.

Czy pan Einstein ma rację? Czy możemy pozwolić sobie na brak ambicji lub mniejsze ambicje w imię szczęścia? Czy może tylko wtedy nasze starania będą wartościowe, jeśli naszym spiritus movens będzie miłość, a nie ambicja i poczucie obowiązku?

Nie mam dziś odpowiedzi. Idę na nocny dyżur pomagać ludziom z połamanymi kośćmi.

I leczyć moje złamane ambicją marzenia.

gosia

Skye full of sights

Skye full of sights

Blip blip. Niespodziewane przypadki z oddziału.

Blip blip. Niespodziewane przypadki z oddziału.