Migawki M. to zbiór wpisów o zyciu w Szkocji, byciu matka i lekarzem. Przeplataja sie tu teskty o codzienności z podrózami w swiat i umysł autorki - Małgorzaty Frej. 

Wynajem mieszkania w Mordorze... to znaczy w Edynburgu. Absurd za absurdem.

Wynajem mieszkania w Mordorze... to znaczy w Edynburgu. Absurd za absurdem.

jak wynajac mieszkanie w edynburgu

Absurdy wynajmowania mieszkania w Edynburgu

Podobno w Londynie jest jeszcze gorzej, ale trudno mi sobie wyobrazić, że to możliwe. Wynajmowanie mieszkania w Edynburgu to prawdziwa gehenna, pełna absurdalnych wymagań i zbyt pewnych siebie agentów jeżdżących Audi TT, w garniturach, które zwykle mają martwiący mnie połysk. Panowie ci charakteryzują się dużą wiarą w swoje umiejętności perswazji, zwykle angielskim akcentem (w odróżnieniu do przyjemnego szkockiego) i oddechem gumy Orbit white. Są pewni swego do tego stopnia, że będą Cię przekonywać, że mieszkanie znajdujące się dwa piętra pod poziomem chodnika jest jasne i warte wynajęcia.

Czasem mi ich szkoda, bo mieszkania są naprawdę w opłakanym stanie, a oni nadal próbują znaleźć jego zalety np.: 'dodatkowy schowek w przedpokoju', nowy bojler albo 'mieszkanie było niedawno remontowane (8 lat temu).' Tak, tylko jeśli w łazience grzyb wspina się śluzowatym wężykiem po silikonie aż na framugi, a stara wykładzina jest wyliniała bardziej niż czupryna pana agenta to naprawdę lepiej wyjść z mieszkania, zanim zobaczy się lepiące się do butów linoleum w kuchni.

Problem rynku mieszkań w Edynburgu jest taki, jak na każdym wolnym rynku, gdzie popyt wyprzedza podaż. Mieszkania i tak się wynajmą, bo jest ich za mało.
Właściciele mieszkań i agencje wynajmu są rekinami na samym szczycie łańcucha pokarmowego bez żadnego naturalnego drapieżnika, który przywołałby ich do porządku. Mój zniesmaczony wyraz twarzy i podniesiona (jedna) brew Kuby obchodzą ich tak mało, jak kolejna prognoza pogody zapowiadająca deszcz do końca roku. 

Kolejny problem to budownictwo Edynburga, które w dużej mierze składa się z domów miejskich i kamienic dla bogaczy, które później zostały podzielone na mieszkania. Przez to na przykład wiele mieszkań nie miało w pierwotnym stanie żadnej łazienki ani kuchni tylko przestronne pokoje z wykuszami.

Poniżej spisałam kilka absurdalnych kwestii, kilka murów, które trzeba przebić głową, kiedy chce się wynająć względnie atrakcyjne mieszkanie w Edynburgu:

1. Mieszkania można oglądać tylko w czasie godzin pracy biura, czyli od poniedziałku do piątku od 9 do 17. Powodzenia dla ludzi, którzy pracują i nie mogą wyjść z pracy w czasie lunchu.

2. Piękne mieszkania z drewnianą podłogą i czystą łazienką? Istnieją tylko jako przynęta dla człowieka, który nie zatracił jeszcze nadziei, że kiedykolwiek jego stopa postanie na kafelku bez grzyba. Tak naprawdę to pięknie mieszkanie nie istnieje, ale agencja ma jeszcze dwa inne, które co prawda nie widnieją jeszcze na stronie, i pewnie nigdy nie pojawią się ich zdjęcia, ale poleca się naszej uwadze, bo i tak pewnie szybko pójdzie.

3. Panowie pokazujący mieszkanie są na takim kacu, że ze spotkania wyszłam prawie pijana. Ale zachęcają do wypełnienia podania o wynajem, zachęcają bardzo gorliwie!

4. W mieszkaniu nie ma łazienki, tylko prysznic w szafie.

5. Jedyna umywalka w mieszkaniu znajduje się w jednej z sypialni.

6. W łazience jest wykładzina dywanowa na podłodze. Lekko zużyta. I mokra.

7. Mieszkanie ma trzy sypialnie, ale dwie z nich nie mają żadnego okna.

8. Mieszkanie ma w każdym oknie wiatraczek, przez który ucieka 99% ciepła i widać niebo. Zachmurzone, ciężkie, ołowiane szkockie niebo.

9. Mieszkanie znajduje się na fajnej ulicy, ale agent prowadzi nas po schodach w dół i jeszcze w dół i jeszcze raz w dół. Jest ciemno jak w Mordorze. Czekam tylko aż Gollum wyskoczy na mnie z komórki pod schodami. Ciemno, wilgotno i zimno. Tak żyją ludzie w Edynburgu. Ale przynajmniej kod pocztowy mają dobry.

Ostatecznie, żeby znaleźć lokal, w którym nie zamarznie się na śmierć albo nie umrze na gruźlice i zapalenie płuc, trzeba zapłacić o wiele więcej, niżby się chciało. Podobno mieszkanie i związane z nim koszta nie powinny zjadać więcej niż 30% domowego budżetu.

Jak widać Szkocja to kraj dla ludzi lubiących zimno, wilgoć i ciemność. Idealny dla melancholików z zamiłowaniem do starych wykładzin dywanowych.

PS. Trochę przesadzam w tym wpisie, nie jest aż tak źle.

Potrzeba calej wioski

Potrzeba calej wioski

Nie mam komputera

Nie mam komputera