Rozmowy o lemoniadzie na łożu śmierci

Śmierć jest aktywnym procesem. Zaczyna się zwykle, zanim ktokolwiek jest w stanie to zauważyć. Nawet umierająca osoba tego nie wie, chociaż może mieć przeczucie.

Jedzenie przestaje smakować, potrzebuje go coraz mniej. Musi przypominać sobie, żeby się nawadniać. Śpi coraz dłużej, zmęczenie ogarnia ją pierzyną snu. Waga ciała spada i spada, niknie w oczach. A oczy rosną, niedługo zajmą połowę jej twarzy.

Nie potrafimy wytłumaczyć wielu wydarzeń, które maja miesjce, kiedy osoba umiera. Pokazuje to, jak bardzo psychika człowieka oddziałuje z fizycznością. Jedna rzeczywistość przeplata się z drugą w niezrozumiały jeszcze dla nas sposób. Warkocz życia.
Znam przypadki, kiedy umierająca osoba czekała na pewne wydarzenie. Wiedziała, że nie może umrzeć wcześniej. Ludzie na ziemi jeszcze jej potrzebowali. Chciała zobaczyć nowo narodzonego wnuka. Nowe życie, które zajmie jej miejsce w sercach bliskich ludzi. Ojciec, który czekał, aż zobaczy córkę idąca do ołtarza z silnym ramieniem u boku. Matka, która chciała poprowadzić syna pierwszego dnia do szkoły.

Koniec neurochirurga

Paul Kalantihi, trzydziesto-paroletni neurochirurg ze Stanford University, który zmarł na raka płuc, pisze o wyborze, którego musiał dokonać, kiedy dowiedział się, że pozostało mu tylko kilka miesięcy na świecie.

Nie, nigdy nie palił papierosów.

Być może jego chromosomy miały za krótkie telomery, tendencję do częstszych mutacji. Te same mutacje, które są siłą napędzającą ewolucje zabierają młodych ojców i nie pozwalają niektórym dzieciom dożyć dnia, kiedy pierwszy raz pojadą prosto na rowerze. Nowotwory to efekt uboczny ewolucji.

Paul mógł wybrać między dwoma trybami życia: zająca i żółwia. Mógł odhaczać kolejne pozycje z listy marzeń: skoczyć ze spadochronem, jeść w najlepszych restauracjach, podróżować, robić dużo szumu i nie zważać na upływ czasu. W końcu miał go tak mało.

Drugą możliwością było życie powolne. Liczenie się z każdą decyzją, smakowanie każdego dnia bez głodu na więcej. Bycie zadowolonym z tego, co już było i co jest teraz. Kalantihi osiągnął w swoim krótkim życiu więcej niż wielu z nas osiągnie mimo dwukrotnie dłuższego czasu. Napisał ponad 20 publikacji naukowych, ukończył studia z literatury angielskiej, medycyny i Biologii w Cambridge i Yale, spotkał miłość swojego życia i doczekał narodzin swojej córki.

Życiowe ambicje

Jego zdanie na temat ambicji szczególnie do mnie przemawia. Nasze życiowe ambicje są osiągnięte lub porzucone. W każdym wypadku należą do przeszłości, do czasu przeszłego, dokonanego. Przyszłość natomiast, zamiast być drabiną prowadzącą do kolejnych celów życiowych, zaczyna rozciągać się nieskończoną teraźniejszość. Pieniądze, status społeczny, i inne marności tego świata stają się takim samym wysiłkiem jak gonienie wiatru — bezsensownym i próżnym.

Dzielę moje ambicje na dwie kategorie: te, które wpiszę na moje résumé i te, o których pomyślą moi bliscy, kiedy moje drewniane pudełko zostanie zniżone do dziury w ziemi. O które troszczę się bardziej na co dzień? Czy w trosce o dążenie do swoich celów nie skupiam się na tym, żeby być lepsza od innych zamiast do bycia lepszą wersją siebie?

Aktywne umieranie

Umieranie jest aktywną czynnością. Czasem dosłownie. Jak u starszej kobiety z pękniętym tętniakiem aorty, z którą kiedyś rozmawiałam w szpitalu. Opowiadała mi o swojej ulubionej lemoniadzie. Ma w zwyczaju zostawiać całą butelkę otwartą na stole, żeby bąbelki gazu uciekły i nie swędziały jej w nos. Jej ulubiona czekolada to Galaxy, nie przepada za Cadbury. A coca-colę wolała, kiedy była sprzedawana w szklanych eleganckich butelkach.

Drobniutkie zmarszczki wokół ust zdradzały, że lubiła ją pić przez słomkę parędziesiąt lat temu. A w tym samym czasie, z każdym uderzeniem serca, jej otrzewna wypełniała się coraz większą ilością krwi. Skarżyła się na ból, ale rozmowa odwracała jej uwagę. Chirurdzy nie byli nią zainteresowani. Przeżyła za dużo lat, żeby kwalifikować się na operacje. Z nas dwóch tylko ja znałam diagnozę. Przez kolejne piętnaście minut jej myśli mogą krążyć swobodnie wokół innych tematów niż śmierć.

Aktywność umierania jest podobna do aktywności życia. Żadnej z nich nie mamy przećwiczonych, jesteśmy zupełnymi amatorami. Mamy tylko jedną szansę. Często nie potrafimy wykorzystać żadnej z nich. Dajemy się okraść z teraźniejszości nieustannie wybiegając w przyszłość.

A kiedy nasze ciało dobiega swojego terminu ważności, jedyne czego pragniemy to potrzymać kogoś za rękę. I porozmawiać o ulubionej czekoladzie.

 

IMG_3815.JPG
MedycynaMalgorzata Frej