Potrzeba calej wioski

image.jpg

 Żeby nie zwariować w pierwszych miesiącach bycia matką potrzeba całej wioski. Nie chodzi o zaradnego sołtysa, haftowane serwety od koła gospodyń, błogosławieństwa proboszcza i darowizny zelatora Zbigniewa.

 

Chodzi o to, żeby ktoś potrzymał niemowlę, kiedy chcesz iść do łazienki. Zapytał czy zrobić ci herbatę kiedy siedzisz i karmisz po raz 18 w przeciągu ostatnich pięciu godzin. Do tej pory pamiętam ten smak herbaty kiedy siedziałam godzinami na bujanym fotelu w sypialni z nogami owiniętymi kocem. To ciepło w żołądku po pierwszym łyku i myśl że herbata smakuje tak samo, jak przed, mimo ze wszystko inne wydaje się obce i nie moje.

 

Potrzeba wioski, żeby ktoś zapytał jak ci minął dzień i żebyś spokojnie mogła opowiedzieć ile było kup i ile ci zajęło usypianie na druga drzemkę.

 

Koleżanka z pracy chętnie wysłucha, ale nie poprosi o zdjęcie tej drugiej pieluszki, o która się trochę martwisz, nie podyskutuje z takim samym zaangażowaniem jak ktoś, kogo jedynym osiągnięciem tego dnia jest zmienienie pięciu pampersów i wytarcie bajorka lekko strawionego mleka zza biustonosza. 

 

Potrzeba ci kogoś, kto przyjedzie w odwiedziny i zrobi kawę nie tylko sobie samemu ale i tobie, przywiezie składniki na obiad, a zanim wyjdzie, zostawi garnek zupy na jutro.

 

Dwóch nóg do spacerowania i dwóch rąk do pchania wózka wokół twojego bloku, kiedy ty śpisz dłużej niż godzinę po raz pierwszy w tym tygodniu. Kogoś, kto będzie siedział na ławce 150 metrów od twojego mieszkania moknąc w mżawce ze śpiącym dzieckiem w wózku, żebyś mogła napić się herbaty i posłuchać muzyki przez pół godziny w pustym domu.

 

Długich rozmów na temat snu, tej ulotnej przyjemności, której zawsze ci mało. Która staje się nową walutą miłości w twoim związku.

 

Potrzeba całej wioski, żebyś wiedziała, że ktoś rozumie. Że nie przesadzasz. Kogoś kto powie: jest cholernie ciężko. I na tym skończy. Bez żadnego dodanego ale.