Migawki M. to zbiór wpisów o zyciu w Szkocji, byciu matka i lekarzem. Przeplataja sie tu teskty o codzienności z podrózami w swiat i umysł autorki - Małgorzaty Frej. 

Pitt Market w Edynburgu

Pitt Market w Edynburgu

W porównaniu z innymi miastami europejskimi Edynburg jest bardzo konserwatywny, a może powinnam powiedzieć nudny? Nie uświadczysz tu graffiti na ścianach, raczej trudno będzie znaleźć koncert początkującego zespołu w jakimś garażu, a scena klubowa prawie nie istnieje (mówię to jako osoba, która w klubie była dwa razy w życiu, więc nie jestem do końca autorytetem, ale tak mi powiedzieli znajomi!). 

Miasto odżywa w czasie festiwalu w sierpniu — to trzeba mu przyznać. Fringe i inne festiwale zamieniają Edynburg w światową stolicę kultury. Ale nie samą kulturą żyje człowiek, mnie tam bardziej interesuje jedzenie. Poza wakacjami jest tu dość monotonnie. Nowe miasto stoi szare jak zwykle, Royal Mile roi się od turystów z plecakami z przodu, przy Scott's Monument gra Szkot na dudach, a na Meadows w niedzielę panowie w białych ubraniach grają w krykieta. Na szczęście przez ostatni rok zaczęło się trochę więcej dziać.

The Pitt Market Edinburgh

To, co mnie cieszy najbardziej to fakt, że na edynburskich ulicach zadomowiło się kilka foodtracków i w weekendy jest coraz więcej rynków z jedzeniem. Jednym z nich jest Pitt Market. W jedną sobotę w miesiącu na ulicy Pitt w dzielnicy Leith, w miejscu, gdzie w ciągu tygodnia jest myjnia samochodowa, zjeżdżają się foodtracki o wdzięcznych nazwach takich jak The Spice Girl czy Marshmallow Lady. W wakacje częstotliwość wzrasta do tygodniowej, więc lepiej dla nas!

Parę tygodni temu pojechaliśmy sprawdzić, czy w ogóle warto wybierać się na drugi koniec miasta, żeby zjeść. Warto! Atmosfera była świetna, jedzenia do wyboru do koloru. Była nawet dobra kawa od brodatego baristy, alkohol i muzyka na żywo. Do 19 można przychodzić z dziećmi, a później impreza jest przeznaczona tylko dla dorosłych i trwa do 22:30. Skusiliśmy się na kanapki z 'pulled pork', które były pyszne, ale okazały się trudne do zjedzenia z dzieckiem w (pożyczonej) chuście. Kuba dał rade! Obyło się bez plam i bez sosu na czole Mani. Parenting level hard. Albo nawet expert. Także polecam Pitt Market. A potem na przykład spacer nad Water of Leith i po okolicznych opuszczonych magazynach.    

Info: 

Adres: 125 Pitt Street, Edinburgh

Strona : the pitt 

Insta: @thepittmarket

Otwarte: 12-22:30

Codziennik Sierpniowy

Codziennik Sierpniowy

Nikt ci nie da medalu

Nikt ci nie da medalu