Nie tylko kosci sie lamia

Deklaracja: wszystkie przypadki pacjentów opisane poniżej są zmyślone, a zbieżność z życiem jest przypadkowa.

Przez pewne cztery miesiące w tym roku widziałam więcej penisów niż większość moich koleżanek. Wiem, bo ostatnio wyszłam na drinka z dwiema koleżankami z pracy i policzyłyśmy. Taka już jest praca lekarza i jedyne co mogę powiedzieć to, że urologia nie jest moim powołaniem. Zdecydowanie nie. Pomimo bycia bliżej heteroseksualności na spektrum (każdy jest na spektrum, pogódźmy się z tym), męskie genitalia nie są czymś co chciałabym leczyć każdego dnia. Co jest ciekawe, bo sama nie mam zupełnie preferencji jesli chodzi o to, kto mnie leczy. Po porodzie zszywała mnie dziewczyna, która stała przede mną w kolejce po lunch na konferencji, na której ostatnio byłam. Powiedziała, że skądś mnie pamięta. Nie powiedziałam skąd, ale miło, że rozpoznała moją twarz. 

Wracając do penisów, to sprawiły, że po raz pierwszy współczułam pacjentom tak od serca. Czy może być coś gorszego niż złamanie penisa, bo przyciął się w klapie sedesu kiedy się na nim zasnęło w klubie? Albo w czasie seksu (pozycja reverse cow girl jest najczęstszym powodem). Możliwe, że opowiadanie o tym młodej lekarce jest jeszcze gorsze.

Inny typ pacjenta, którym aż tak już nie współczułam, to twórcy kamieni. Tak się na nich mówi po angielsku: ‘stone maker’. Albo: ‘known stone maker’. Czyli, że potrafi robić kamienie. Albo jego ciało potrafi. Trochę mnie to śmieszyło jak pierwszy raz to usłyszałam, ale nie ma nic śmiesznego w wydalaniu takiego kamienia. Podobno ból jak przy rodzeniu, nie wiem, bo nigdy nie wypychałam jednego z cewki moczowej, więc nie mam porównania z porodem. Przynajmniej na końcu porodu dostajesz słodkie maleństwo, które zostaje z tobą na całe życie, a nie wiem czy warto taki zlepek soli i cholesterolu trzymać na pamiątkę. Wątpliwy to widok. Chociaż moja babcia miała swoje kamienie z woreczka żółciowego i jako dzieci prosiliśmy, żeby nam pokazała. Trzymała je w tej samej gablotce, co ukryte dla nas kruche ciasteczka. W porcelanowej wazie używanej tylko od święta, zawinięte w kawałek białej szpitalnej tkaniny. Muszę jej powiedzieć, że jest twórcą kamieni, pewnie się ucieszy.

Same złamane penisy jednak nie odstraszyły mnie aż tak od urologii, jak prędkość z jaką pogarszał się stan pacjentów po powrocie z sali operacyjnej. 

Jest to bardzo logiczne: cystoskopia (kamerka wprowadzona do cewki moczowej, żeby zobaczyć co słychać w pęcherzu i moczowodzie) sprawia, że podnosi się ciśnienie w pęcherzu, a samo wprowadzenie kamerki powoduje mikrourazy. Drogi moczowe mogą być domem paru bakterii, które chętnie pod zwiększonym ciśnieniem przedostaną się do krwi i zaczną imprezę połączoną z rozmnażaniem, co kończy się sepsą.

Wolałabym chyba złamanego penisa, ale nie mi to oceniać jako kobiecie.

Trzeci rodzaj pacjentów to oczywiście problemy z prostatą. Każdy mężczyzna ją ma, każdemu w którymś momencie życia sprawi problemy, prawie każdy umrze zanim będzie miał raka prostaty, znaczna większość umrze z rakiem, ale na coś innego. Mam wrażenie, że niektóre raki są bardziej medialne niż inne. Prostata radzi sobie gorzej niż piersi, ale już najgorzej ma jelito grube i odbyt.

Cieszę się, że to koniec urologii i mam nadzieję, że moja noga na oddziale już nigdy nie postanie. Na pewno nie jako lekarz, a tym bardziej jako rodzina pacjenta.


Zdjęcie-  Ján Jakub Naništa via Unsplash

MedycynaMalgorzata Frej