O czym bedzie moja ksiazka ?

 

Ciekawa jestem czy dla czytelników mojego bloga i jego wcześniejszych wersji jest sprawą oczywistą o czym będzie moja pierwsza książka. 

O czym piszę najlżej, w jakie podróże najłatwniej jest mi was zabierać, jakie uczucia wywoływać? Bo o tym się powinno pisać, prawda? Niewiele rzeczy jest gorszych i bardziej zniechęcających na tym świecie, niż książka, która jest wymuszona, bez polotu. W której autor za bardzo się stara, a i tak mu nie wychodzi. Czytając, nie chcę czuć, że czytam. Chcę od razu widzieć. Chcę być myślami gdzie indziej od pierwszych zdań. 

Meta-analiza własnego stylu pisania to coś bolesnego, ale niezbędnego. Ostatnio przeczytałam kilka moich tekstów z początku macierzyństwa i aż mnie zabolało. Byłam taka zagubiona i obolała emocjonalnie i fizycznie. Wzruszyłam się. Co ciekawe, nie czułam, że te teksty były moje. Poza tym macierzyństwo to taki naładowany temat, taki osobisty i mający potencjał zranienia, że nie odważyłabym się o nim napisać. 

W drugim miesiącu życia Mani przeczytałam książkę Paula Kalanithi, młodego neurochirurga ze Stanford University, który zmarł na raka płuc w wieku 36 lat. Pisał swego rodzaju pamiętnik, refleksje na temat swojej zbyt szybko zakończonej drogi jako lekarz, ale przeplatał to z przemyśleniami na temat śmiertelności i sensu życia. Jego opisy przecinania opon mózgowych były zapierające dech w piersiach, ale próba filozoficznego wywodu na temat śmierci już mniej. Książkę bardzo polecam, zwłaszcza młodym lekarzom. Dla tych, którzy znają popularnego bloga Joanny Goddard (Cup of Jo) — Paul Kalanithi był jej szwagrem. Mężem jej siostry bliźniaczki Lucy. 

A o czym będzie moja pierwsza książka? O doświadczeniu bycia lekarzem. O tym mi się najlepiej pisze. Ostatnio potwierdzałam śmierć pacjenta około 5 rano na nocnym dyżurze. Podniosłam ciepłe jeszcze powieki, spojrzałam w zamglone spojrzenie rozszerzonych źrenic, w których odbił się ptak przelatujacy za oknem. Takie momenty same układają się w słowa w mojej głowie. Życie przeleciało przez oczy zmarłego. Dosłownie. Spojrzałam za okno, ptaka już nie było. 

Nie umiem przechodzić obojętnie obok tego, co przeżywam w pracy. Czasem życie wydaje mi sie zbyt banalne. Po tym jak zmywam krew z tenisówek albo czuje chrobotanie kości pod dłońmi w czasie resuscytacji młodej osoby, muszę gdzieś to wszystko z siebie wyrzucić. Strzykanie w kościach paliczków dłoni albo przejechanie po pustej butelce oponą samochodu wysyła dreszcze w dół mojego kręgosłupa. 

Kiedy pojawi się moja pierwsza książka? Nie wiem. Muszę pisać, żeby pisać lepiej. Nie mieszkam już w Polsce prawie 10 lat, polski powoli staje się moim drugim językiem, ale nadal potrafię się nim zachwycić. Teraz będę pracować nad tym, żeby również zachwycać. 

Miło jest być znów na Migawkach. Dziękuję, że jesteście.