Nikt ci nie da medalu

Nikt ci nie da medalu.

Nikt ci nie da medalu za karmienie piersią przez 6 miesięcy, czy nawet przez rok. Za kołysanie dziecka do snu na każdą drzemkę, za wstawanie w nocy. Za wycieranie kupy ze ściany. Za gotowanie obiadów bez sztucznych dodatków czy za kupowanie tylko ekologicznej żywności i pieczenie swojego chleba. Nie oczekuj wdzięczności, nie czekaj na pierwsze 'kocham Cię' i na zarzucenie ciepłych łapek na szyję, bo nie o to w tym chodzi.  Nie zostałam matką, żeby mi się to opłacało. Żeby mi to ktoś wynagradzał, a już na pewno nie dziecko. Miłości nie da się odwzajemnić, bo każdy kocha inaczej a zwłaszcza matka i dziecko. 

Macierzyństwo to samotna droga. Niewiele osób Cię zrozumie, a ty sama popatrzysz na inne mamy ze zrozumieniem, dopiero kiedy sama to przeżyjesz. Może się też tak zdarzyć, że będzie Ci łatwo. I co wtedy? Twoje dziecko może spać dobrze, możesz nie mieć problemów z karmieniem piersią lub postanowić karmić mieszkanką i dobrze się z tym czuć. Może w pierwszych tygodniach po porodzie pójdziesz już na wesele i zostawisz dziecko z dziadkami? I za to też nie dostaniesz medalu. To Twoje decyzje i to Ty masz się z nimi czuć dobrze. 

Dopiero teraz dowiedziałam się, że moja mama przez pierwsze 5 lat mojego życia nie przespała ani jednej nocy. Wcześniej mnie to nie interesowało. I dopiero teraz rozumiem co to znaczy w praktyce. Jakie to uczucie, kiedy przechodzi mnie dreszcz po plecach, jak słyszę, że moja córeczka się budzi tylko po 40 minutach od ostatniego karmienia. Albo, kiedy zaśnie w wózku a ja wiem, że nie mogę się zatrzymać. I zazdroszczę żulikowi śpiącemu na ławce robiąc kolejne okrążenia wokół parku. Nikt tego nie widzi. Nie ma o czym mówić. 

Jedna rzecz, jakiej się nauczyłam przez ostatnie pół roku to to, że w macierzyństwie szukam swojego plemienia. Tak jak w liceum chciałam należeć do grupy fajnych ludzi (każdy chciał, nie oszukujmy się) tak teraz chodzę po supermarkecie, tylko po to, żeby zamienić zdanie z jakąś dorosłą osobą, wypatruję innej matki i chcę, żeby mi powiedziała: 'rozumiem Cię, mam tak samo. Już tylko dwa dni do weekendu.'. Moje wybory rodzicielskie sprawiają, że zaczynam przynależeć do jakiejś grupy.

Karmię piersią i prawdopodobnie skończę, dopiero kiedy moja córka sama poprosi o mleko do kawy. Noszę ją do snu, nie daje jej płakać i nie wierzę w to, że powinna sama zasypiać i przesypiać całe noce. W Wielkiej Brytanii takie wybory sprawiają, że jestem w mniejszości. Póki co moje plemię dobrze się kamufluje. 

Nie noszę moich worów pod oczami z poczuciem wyższości czy z dumą. Decyzje, jakie podejmuje zgadzają się z moimi długoterminowymi celami rodzicielskimi i nie oczekuję za nie medalu. Wybrałam życie mamy, nawet jeśli nie miałam pojęcia, w co się pakuję. 

Specjalnie nie zakończę tego wpisu zdaniem, że cały ten wysiłek jest wart swojej ceny, bo moje dziecko mi wszystko wynagradza, jest cudowne i nie zamieniłabym mojego życia na żadne inne. Celem tego tekstu jest przyznanie, że zupełnie nie o to chodzi. Czasem zazdroszczę ludziom, którzy po prostu idą spać i śpią całą noc. Kiedy ktoś bezdzietny mi mówi, że jest zmęczony mam ochotę zaśmiać mu się w twarz. A to samo pewnie powiedzą mamy wielu dzieci, a nie tylko jednego czytając, że ja jestem zmęczona. Przez pierwsze parę miesięcy po porodzie, kiedy dowiadywałam się o ciążach koleżanek nie wiedziałam, czy im gratulować, czy współczuć. Serio! Taka była moja pierwsza reakcja. Nie kontrolowałam tego. 

Czasem mam potrzebę, żeby po prostu opowiedzieć o tym, jak naprawdę jest. Zmęczenie, bezradoność, samotność, frustracja - to wszystko jest częścią mojego doświadczenia macierzyństwa i nie rzutuje to na moja miłość do dziecka. Te doświadczenia i uczucia istnieją obok siebie zamiast się niewelować. Życie matki często jest zwyczajnie samotne, ciężkie i żaden medal tego nie wynagrodzi. 

W sumie nic nie szkodzi, że i tak go nie dostaniesz.