Migawki M. to zbiór wpisów o zyciu w Szkocji, byciu matka i lekarzem. Przeplataja sie tu teskty o codzienności z podrózami w swiat i umysł autorki - Małgorzaty Frej. 

Minimalizm i dziecko - czy jest to do zrobienia?

Minimalizm i dziecko - czy jest to do zrobienia?

minimalizm z dzieckiem jak to zrobic

Dziecko i minimalizm to słowa, które do siebie nie pasują. Przed oczami stają mi kosze plastikowych zabawek w podstawowych kolorach, ze świecącymi guzikami, wydające melodię syreny straży pożarnej. Krótko mówiąc, koszmar, a już na pewno nie instagramworthy. Wiecie, że istnieje hasztag '#instagramworthytoys?'. Polecam sprawdzić.

Już same słowa dziecko i porządek się gryzą, ale tylko na pierwszy rzut oka. Tak, jak w każdej innej części życia da się zachować umiar w kupowaniu rzeczy dla dziecka i mój dom nie musi zostać zalany falą plastiku.

Mój największy problem z rzeczami dla dzieci jest taki, że tak naprawdę nie wiemy czego potrzebujemy, zanim pojawią się one w naszym życiu. A jak już są, to okazuje się, że kupiliśmy rzeczy, których nie potrzebujemy (na przykład łóżeczko hahaha), a nie mamy tych, które naprawdę się przydadzą (na przykład termometr elektroniczny).

Jedna rzecz, o której nie mówi się na głos, zwłaszcza w kręgach blogerskich rodziców to, że rynek rzeczy dla dzieci żeruje na emocjonalnej słabości i wrażliwości rodziców.  Bo jak to, nie kupisz wózka, który jest najbezpieczniejszy dla dziecka? Albo fotelika, który w badaniach wypadł lepiej niż inne? Żałujesz 200 zł na koszu Mojżesza z hipoalergicznego, ale oddychającego plastiku? Co z Ciebie za rodzic!

Sami wpadliśmy w kilka pułapek zakupowych, ale na szczęście kupowanie rzeczy dla dziecka nigdy mnie nie interesowało. Pierwsze rzeczy kupiłam dopiero pod koniec listopada, a termin na poród miałam na Sylwestra. Wszyscy pytali się mnie czy już jestem gotowa na poród, i byłam, ale nie przejawiało się to szufladami pełnymi dziecięcych ubranek w wieloryby, choinki i lisy (to najbardziej trendy wzory w tym sezonie #instagramworthy #liveauthentic #flashesofdelight). 

Kiedy byłam w ciąży nie marzyłam o tym, w jakie piękne rzeczy będę ubierać moją córeczkę. Oczami wyobraźni widziałam za to, jak będziemy spędzać czas. O sobotnich porankach w łóżku, gdzie słońce wlewa się do sypialni przez żaluzje a my leżymy sobie we trójkę i chichoczemy z jakichś głupot. Albo jak pierwszy raz moczymy jej stopy w morzu i patrzymy na jej reakcje. A czy będzie ubrana w piękne stroje z drogich skandynawskich sklepów, czy w białe body z bawełny było dla mnie nieważne. I nadal tak jest.

Poniżej napisze o naszym systemie na zakupy dla dziecka, naszych najlepszych i najgorszych wydatkach. Może komuś się to przyda?

Minimalizm z dzieckiem w praktyce. Jak to zrobic?

1. Przez pierwsze trzy miesiące życia dziecko ubieram tylko w śpioszki. Śpi i jest w ciągu dnia w tym samym, aż się nie ubrudzi. Inne ubrania to ekstrawagancja i brak wygody.

2. Nie kupuję zabawek. Jedyne zabawki, jakie kupiłam do tej pory Mani to: dwie grzechotki, jedna miękka książeczka, słonik z pozytywką, dwie twarde książeczki, drewniany play gym z IKEA.

3. Zrobiłam jej dwie zabawki na szydełku i je uwielbia.

4. Kiedy znajomi pytają, czego nam potrzeba dla dziecka, mówię dokładnie czego. Na przykład: dwóch par spodenek w rozmiarze 64. Albo dokładnie jakich zabawek, czy sprzętów. Zwykle znajomi i rodzina chcą kupić coś naprawdę przydatnego, więc warto im to ułatwić np. wysyłając link z dokładnym modelem.

5. Chodzenie do biblioteki dziecięcej. Czytam Mani książki odkąd ma jakieś 8 tygodni. Uwielbia to i jest to część naszego wieczornego czasu razem. Chodzimy do biblioteki po nowe książeczki i jest to bardzo miła forma spędzania czasu. Jedyny minus jest taki, że nie może ich zjadać, ale ma swoją do gryzienia i jest zadowolona. Jak będzie starsza będę chciała jej kupować książki albo proponować to jako prezent od rodziny. Poza tym w Szkocji dzieci w wieku 6 miesięcy dostają torbę książeczek od rządu, żeby zachęcić wspólne czytanie w rodzinie.  

6. Nie kupuję nic na zapas, tylko kiedy widzę taką potrzebę. Nie żyjemy już w PRL-u i sklepy są czynne całą dobę. Jeśli zabraknie nam śpiochów, można je szybko dokupić.

7. Regularnie odkładam za małe rzeczy i trzymam w torbach próżniowych, żeby nie zajmowały miejsca.

8. Takie rzeczy jak fotelik samochodowy kupuję z uwagą na atest bezpieczeństwa, ale nie musi on być najdroższy, prawie wszystkie dostępne na rynku spełniają najwyższe wymagania bezpieczeństwa.

9. Dużo tanich śliniaków. Kupiłam ich najpierw 7, potem dokupiłam jeszcze 14, więc w sumie mam 21 śliniaków. Zmniejszają one częstotliwość zmieniania ubrań i zaoszczędzają pieniądze. Jestem geniuszem.

10. Wykorzystywanie rzeczy z kuchni jako zabawek. Wszystko, co z plastiku nadaje się świetnie do rzucania, przesuwania po podłodze, cmokania i wkładania do buzi-czyli do ulubionych zabaw małego dziecka. Nie ważne czy jest w kształcie kuchennych kubeczków do odmierzania, czy wieloryba.

11. Nie kupiłam przewijaka tylko tanią matę, którą kładę na komodzie albo na podłodze.

Bledy, jakie popelnilismy, których teraz bym unikneła:

1. Kupowanie wózka z gondolą. Teraz nie kupiłabym wózka wcale, bo i tak noszę Manię głównie w chustach. Jeśli bym miała kupować to poczekałabym do 4 miesiąca jej życia i kupiła spacerówkę, którą da się rozłożyć na płasko na drzemki dziecka. Gondola jest zbędnym wydatkiem moim zdaniem.

2. Kosz Mojżeesza — co za strata pieniędzy. Mania nie chciała nawet słyszeć o spaniu gdzie indziej niż z nami w łóżku. Kosz służy teraz jako kosz na zabawki. Bardzo drogi kosz na zabawki.

3. Kupienie chusty dopiero jak miała 8 tygodni. Moje życie po kupieniu chusty zmieniło się o tyle na lepsze, że żałuje, że męczyłam się z odkładaniem dziecka wcześniej. Kolejne dziecko będę nosiła od urodzenia.

4. Wanienka dla dziecka. Kupiliśmy, a i tak wolimy kapać się z małą w dużej wannie.

5. Torba na pieluchy - kupiłam torbę Morini i żałuję. Chętniej używam małego plecaka, w którym wszystko się mieści. 

To chyba wszystkie zasady, jakie pomogły nam powstrzymać tsunami plastiku. Na razie minimalizm z dzieckiem nam wychodzi, pewnie głównie dlatego, że Mania nie ma jeszcze swoich własnych upodobań i nie zna grających zabawek. Rozwija się pięknie i nie sądzę, że brak wielu zabawek jej w jakikolwiek sposób przeszkadza. Strategia kupowania tego, co niezbędne i co przynosi radość sprawdza się bardzo dobrze. Podobno najlepszą zabawką dla dziecka jest twarz jej mamy i taty. Wcale nie potrzebuje tak wiele sprzętów czy gadżetów jakby nam się mogło wydawać, albo jak mówią nam media. W naszym przypadku się to sprawdza.

Lato w Polsce

Lato w Polsce

Codziennik Sierpniowy

Codziennik Sierpniowy