Miej troche wstydu, kobieto i przestań krwawić.

Panowie: jesteście ludźmi rodzaju męskiego. Czy jest jakiś aspekt bycia mężczyzną, który uważacie za odrzucony przez społeczeństwo?

Za temat tabu, o którym lepiej nie wspominać z obawy o wprawienie rozmówcy w zakłopotanie? Temat którego lepiej unikać, nie nazywać go po imieniu, w reklamach na jego temat kłamać, a w pytaniu o samopoczucie odpowiadać wymijająco. Nie?

To pewnie dlatego, że nie miesiączkujecie.

Mimo tego, że dotyczy to połowy ludzkości, nie mówi się o tym. Kiedyś było to uznawane za czas nieczysty, po którym kobieta musiała poddać sie rytuałowi obmycia, uwaga, nie tylko fizycznego, ale rownież duchowego. Kiedy byliśmy rok temu na Bali przed wejściami do świątyń stały wielkie znaki informujące, że kobiety w czasie menstruacji mają wstęp wzbroniony na teren świątyni. Koleżanka muzułmanka powiedziała mi, że kiedy ma się okres w czasie Ramadanu, trzeba odrobić czas postu po skończeniu świętego miesiąca, bo poszczenie w czasie miesiączki się nie liczy. Co więcej, kobieta w czasie menstruacji jest na tyle nieczysta, że nie powinna nawet czytać lub dotykać Koranu. No cóż, już taka się urodziła, widocznie tak miało być. Nieczystość wpisana w naturę kobiety wydaje się oczywista, prawda?

Skąd ten wstręt do tak bardzo fizjologicznego i ludzkiego procesu, który u większości kobiet pracuje z dokładnością zegarka. Co jest tak odrażającego w endometrium, które co 28 dni mówi "nic tu po mnie, spadam, za miesiąc może znowu się zobaczymy". 

Czy możliwe, że wstręt ten pochodzi od kobiet, dla których menstruacja jest tak powszednim chlebem jak poranny prysznic? 

Już jakiś czas temu zdjęcie artystki i poetki Rupi Kaur przedstawiające kobietę leżącą w piżamie z czerwoną plamką w kroczu i na prześcieradle zostało usunięte przez Instagram. Dwa razy. Autorka otrzymała wyjaśnienie, że nie zgadzało się z polityką i wizją portalu społecznościowego. Miejsca, w którym kobiety mają być przedstawiane w sposób, który wywoła jednoznaczną reakcję u mężczyzn: najlepiej erekcję, ewentualnie miłe ciepełko w podbrzuszu. 

Piersi? Oczywiście, ale tylko w skąpych bikini. Karmienie piersią nie wchodzi w grę, nie do tego przecież dźwigamy je całe życie na klacie jak dla doznań wizualnych osobników płci przeciwnej. Zdjęcie w bikini? Tak, ale tylko do rozmiaru 38, przecież każdy rozmiar wyżej wprawia w coraz większe zgorszenie i psuje panom humor. Ciało w kostiumie kąpielowym? O tak, chętnie! Byle tylko wszystko wyglądało elegancko i schludnie, zwłaszcza tam na dole. Vajazzle miło widziane. 

Mam nadzieję, że Instagram usunął zdjęcie z krwawym dowodem kobiecości zanim któryś z panów się zgorszył. To przecież ich delikatne gusta są chronione przez media. Zastanówmy się dlaczego zdjęcie mogło zostać usunięte przez Instagram. Czy dlatego, że kobieta była naga? Nie, leżała sobie spokojnie w ciepłej piżamce. Czy chodziło o krew? Wątpię. Od zdjeć rozczłonkowanych ludzi po grupowe egzekucje, w internecie nie brakuje koloru czerwonego. Czy chodziło o wulgarność płynów ustrojowych? Jaką wulgarność? Dla nas kobiet plamka na piżamie jest elementem prawie każdego miesiąca, czasem niemiłym zaskoczeniem, często cichym zaklęciem pod nosem, czasem powodem do paru skrytych łez uronionych pod prysznicem gdy razem z naszym ciałem krwawi serce, bo to znak, że kolejny raz nie udało się rozpocząć nowego życia.

Wydaje się, że kobiety w internecie mają już wyznaczoną rolę. Seksowne, piękne i prężące się ku uciesze męskich oczu, są mile widziane. Karmiące piersią lub miesiączkujące, proszone są o powrócenie do jaskini i wyjście kiedy pozbędą się tych wstydliwych przypadłości.


IMG_3747.JPG

Zdjęcie: Rupi Kaur  

Krótkie myśliMalgorzata Frej