Jak sie mieszka w Szkocji? Zarobki, policja i ponad 40 zdjec.

Jutro mija dokładnie dziesięć lat odkąd z jedną walizką trzymając kurczowo dłoń chłopaka z Warszawy wylądowałam na lotnisku w Edynburgu. Gotowa na nowe wyzwania, na studia, na poznanie dorosłego życia na własną rękę. Na pierwszą noc mieliśmy wynajętą kwaterę w hostelu nad morzem w Edynburgu, kolejnego dnia wprowadziłam się do akademika na Marchmont — dzielnicy położonej na południu Edynburga z największym parkiem u swoich stóp. Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. Kiedy samolot zataczał koło nad Zatoka Firth of Forth właśnie zachodziło słońce. Złociste na horyzoncie, oświecalo Edynburg i górę Artura, a samolot rzucał cień na wodę zatoki.

Kolejne dni to przyzwyczajanie się do wszystkiego, szukanie sklepów gdzie można tanio kupić jedzenie, próba zrozumienia życia studenckiego i wtopienia się w tłum, mimo że miałam ochotę siedzieć w pokoju i tęsknić za domem i czasami liceum. W pierwszym tygodniu na studiach w UK jest tzw Freshers’ Week, tydzień imprezowania i poznawania nowych ludzi przed rozpoczęciem semestru. Dla młodego introwertyka, który boi się mówić po angielsku to dość przerażające przedsięwzięcie. Dobrze ze byliśmy we dwoje. Poszliśmy na coffee shop crawl (zamiast na pub crawl) i na koncert jazzowy. Przez to moje współlokatorki Szkotki myślały, że jestem dziwna, aż do końca roku. 

Powiem krótko — Czy było warto? Jestem przekonana ze tak. Szkocja to przepiękny bezpieczny dobrze rozwinięty kraj, który jak każdy inny ma swoje problemy, ale odpowiada mi do życia w tym momencie bardziej niż Polska. Dlatego tu nadal mieszkam - z wyboru. Nie z zesłania. 

Ale dosyć już wspomnień, teraz czas na konkrety. Czy było warto? Czy zalewamy się łzami tęskniąc za Ojczyzną każdego dnia ? Czy cały czas żyjemy w rozkroku? 

Czy dobrze nam się tu mieszka?

 

Odpowiedź na to pytanie zależy od mojego nastroju. Kiedy zapytasz mnie o złej porze dnia, kiedy jestem głodna lub stęskniona za Polską, otrzymasz inną odpowiedź. Dziś powstrzymam się od kwiecistych metafor i opowiem, jak mi się żyje w tej krainie deszczowców. Po prostu. Bez nektaru niespełnienia.

Zarobki

Zacznijmy od słonia w pokoju. To powiedzenie w języku angielskim określające temat, na który każdy chciałby porozmawiać, ale nikt nie ma odwagi. Na przykład, kiedy koleżanka z pracy jest w widocznej już ciąży, ale jeszcze nikomu nie powiedziała. Albo wiadomo, że kolega dostał wymówienie, ale jeszcze pracuje do końca tygodnia.

Zarobki w Szkocji są godziwe. Minimalna stawka za godzinę to 7,50 funta, co daje trochę ponad 1000 funtów na miesiąc po odliczeniu podatku. A za minimalną stawkę pracuje niewielu ludzi. W praktyce oznacza to, że większość pracujących ludzi stać na własne mieszkanie, 6-letniego Forda Focusa, meble z IKEI i tydzień na Costa del Sol w lipcu. Dla ludzi pracujących w zawodzie pensja początkowa po studiach wynosi między 15 a 30 000 na rok (brutto). Kwota wolna od podatku wzrasta często i aktualnie wynosi 11 500 funtów rocznie. Progi podatkowe to 20% do 43000 40% od 43001 i 45% od 150 000 rocznie.

Ubiegający się o pracę mogą liczyć na to, że oferta będzie zawierała przedziały, w których będzie mieścić się ich wynagrodzenie. Zdolności negocjacyjne są przydatne, ale bardziej prawdopodobne jest to, że pracę dostanie najlepszy, a nie najtańszy kandydat.

W sektorze publicznym wysokość zarobków jest powszechnie dostępna na państwowych stronach internetowych. Najwyższe zarobki mają ludzie pracujący w finansach i w firmach consultingowych.

Infrastruktura

Autostrady łączą wszystkie większe miasta i pozwalają na szybkie i bezpiecznie przemieszczanie się po całym kraju. Roboty drogowe ciągną się za to miesiącami, a drogi w miastach często są dziurawe i łatane wiele razy. Komunikacja publiczna jest droga i często taniej jest pojechać gdzieś samochodem niż pociągiem. Na przykład bilet powrotny do Glasgow kosztuje 23,60 a samochodem podróż kosztuje mnie około 7 funtów w obie strony.

Załatwianie formalności w urzędach jest niemal przyjemnością. Właściwie wszystko można załatwić przez internet. Włącznie z kupieniem pozwolenia na parkowanie, zapłaceniem za podatek drogowy i wypełnienie zeznania podatkowego. Infolinie skarbu państwa są niezwykle pomocne, a prawo podatkowe przystępne do zrozumienia.

Policja

Postanowiłam poświecić oddzielny akapit policji, bo podejsćie do służb porządkowych w UK jest zupełnie inne niż w Polsce. Oczywiście przyczynia się do tego wiele czynników i nie wygląda tak samo we wszystkich dzielnicach, ale policjant jest raczej twoim przyjacielem niż wrogiem. Możesz śmiało zapytać go o drogę, a obecność umundurowanych wzbudza we mnie raczej poczucie bezpieczeństwa niż czujności. W Edynburgu policjanci znani są z tego, że mają stałe posterunki przy nocnych klubach, żeby dbać o bezpieczeństwo bawiącej się młodzieży. Zimą rozdają bosym kobietom z obdartymi piętami piankowe japonki, żeby nie musiały wracać do domu boso.

Za to panowie parkingowi są jedną z najbardziej znienawidzonych grup społecznych. Mandaty za nieprawidłowe parkowanie są wysokie i częste. Niewiele osób robi sobie z nimi zdjęcia.

Bycie Polakiem na emigracji

Czasem daje mi w kość, a czasem rozczula do łez. Zdarzało się, że pacjenci pytali mnie, po co tu przyjechałam, kiedy zamierzam wracać do domu i czemu akurat mieszkam w Szkocji. Bywało też tak, że rozmawiałam ze staruszkami na ginekologii i kiedy usłyszały, że jestem z Polski zaczynały mi opowiadać rzewne historie o polskich żołnierzach i klubie Polaka, gdzie chodziły na potańcówki po wojnie. Życie na emigracji jest ciekawe, czasem smutne, często samotne. Ale to życie, które sama wybrałam i nie zamieniłabym go w tym momencie na inne.

Edukacja

Często jestem pytana o poziom nauczania na brytyjskich uniwersytetach. Zwykle wtedy odpowiadam, że nie studiowałam nigdy w Polsce. Poza tym nie wiem co do końca pytający ma na myśli pytając o poziom. To ile egzaminów musi zdawać przeciętny student? Ile godzin siedzi na wykładach? Jakie są możliwości na zaangażowanie w prace naukowe? Jaki procent absolwentów zdobywa pracę związaną ze swoim wykształceniem w pierwszym roku po zakończeniu studiów?

Szkockie uniwersytety należą do najlepszych na świecie i plasują się wysoko w światowych rankingach. Studiowałam na University of Edinburgh i University of Glasgow i pierwsza myśl, jaka przychodzi mi do głowy to, że studiuje się przyjemnie.
Wykłady są ciekawe, wykładowcy w większości zainteresowani i podchodzący do studenta z sympatią, starający się rozbudzić ciekawość młodych ludzi i zarazić ich entuzjazmem. Egzaminy i zaliczenia występują z mniejszą częstotliwością, co nie oznacza, że są łatwiejsze niż w Polsce. Po moich studiach czuję się dobrze przygotowana do podjęcia pracy jako młoda lekarka. A studia będę wspominać z uśmiechem na twarzy. Myślę, że to dobry początek.

Jedzenie

O jedzeniu mogłabym pisać wiele, bo jest to jedna z niewielu przyjemności w moim życiu. Czasem szkoda mi Brytyjczyków i mam ochotę im powiedzieć: wiecie, że chleb można piec w taki sposób, żeby nie smakował jak pusta gąbka? Albo: nie musicie już jeść indyka, są inne smaczniejsze mięsa. Lub: są miejsca na świecie, gdzie pomidory nie smakują jak woda, a truskawki kosztują 10 zł za kilogram słodkich pyszności, a nie za 5 przerośniętych wodnistych sztuk. Ale skoro przez tyle wieków się męczyli z tym jedzeniem, to może lepiej ich nie uświadamiać. Bo jeszcze będziemy mieli fale imigracji do Polski w sezonie truskawkowym.

Język

Na początku był dla mnie miłym zaskoczeniem. Rozumiałam dużo więcej niż z angielskiego akcentu, który brzmiał jakby wszystkie końcówki zostały połykane, a w ustach mówiący mieli dwie kluski śląskie. Teraz uwielbiam szkocki akcent, lokalne powiedzenia i słówka. Kiedy ląduję w Szkocji po wakacjach pierwsze usłyszane nieme T i twarde R sprawia, że czuje się jak w domu. Zwłaszcza po przyjeździe z Londynu.

Lokalny patriotyzm

Ostatnie dziesięć lat zrobiło swoje. Szkocja to mój drugi dom. Czuję niezrozumiałą antypatię do Anglików, a od czasu do czasu wymsknie mi się „take a wee seat”, „sorry I'm a bit crabbit today” lub „lemme have a wee listen to yer chest!”.

Chociaż "God save the queen" nie przechodzi mi przez gardło. *

 

 

*to słowa hymnu narodowego UK. Wbrew pozorom wielu Szkotów kocha królową, ale mi do tego daleko.

CodziennoscMalgorzata Frej