Życie bez celów — droga do szczęścia? 

Jeśli nie da się tego zmierzyć, nie można nad tym zapanować i tego ulepszyć— taka mantra jest nam powtarzana kiedy dorastamy, w świecie edukacji, a potem korporacji. Wszystko, co robimy ma swoją numeryczną wartość i ocenę. Egzaminy, cyferki na wadze, liczba szklanek wody wypitych dziennie, kalorie, powtórzenia na Cross Ficie, odwiedzone kraje, pokoje w kupionym mieszkaniu, zera na koncie. 

Jesteśmy uczeni intensywnej pracy, dążenia do mety, na której czeka nas nagroda, wyróżnienie, a następnie odpoczynek. Nasza generacja to pokolenie dążenia do celu, odhaczania kolejnych osiągnięć wymaganych od nas przez rodziców, społeczeństwo, ale ostatecznie zawsze z naszym przyzwoleniem. Do niedawna sama nie kwestionowałam samego faktu, że mam w życiu cele. Taka była kolej rzeczy, wypisywałam je w moim Bullet Journal i odhaczałam z zapałem jeden po drugim. Studia, ślub, medycyna, dziecko, ćwiczenia, powrót do wagi sprzed ciąży. Wyznaczniki mojego osobistego sukcesu. I szczęścia? W tym tkwi cały problem. 

Ale od jakiegoś czasu zmieniam swój punkt widzenia. Osiąganie celów nie przyniosło mi szczęścia. Za każdą poprzeczką odnajduję kolejną, jeszcze wyżej położoną, wymagającą jeszcze więcej wysiłku. 

Dociera do mnie coraz jaśniej, że szczęśliwe życie polega na byciu wiernym swoim wartościom każdego dnia. Problem jest w tym, żeby się zastanowić czym są moje wartości. Nie chodzi tu o zasady i przekonania będące podstawą przyjętych norm etycznych, tylko o to, co jest dla mnie ważne i co uważam za dobre w życiu. Co przynosi mi radość w codzienności i sprawia, że moje życie wygląda tak, jak chcę. Napiszę oddzielny wpis o typach wartości, jakie mam w życiu, tu chciałam tylko wytłumaczyć, że nie chodzi mi o wartości etyczne. 

Krótko mówiąc, jeśli żyje w zgodzie ze swoimi wartościami, nie muszę stawiać sobie celów, bo moje życie już toczy się w wyznaczonym kierunku. Codzienne wybory nie stają się tylko krótkotrwałymi celami, a wierność moim wartościom daje mi wewnętrzną motywację, która sprawia, że kolejne cele są zbyteczne. 

Czy istnieje ryzyko, że bez dążenia do celu spoczniemy na laurach, będziemy z siebie zbyt zadowoleni i beztroscy? A co jest złego w byciu beztroskim? O ile zdaję sobie sprawę z tego, co jest dla mnie w życiu ważne i żyje świadomie według własnych wartości, wszystko jest w porządku. 

To co nas po cichu zabija to stres wyścielający naczynia wieńcowe płaszczykiem cholesterolu.

Beztroska jest dobra. 

 

 

Dodaj mój blog do Bloglovin

66709875-1FA6-49C8-967C-4B7B1A6E3D13.JPG

To jest właśnie szczęście

IMG_1909.JPG
08880158-3D17-4685-9CCC-A035706E2F69.JPG
MinimalizmMalgorzata Frej