Ja bym od razu przeszla do picia czyli bycie mama w Edynburgu

Bycie Edynburską mamą nie jest proste.

Jedną z rzeczy, które mnie bardzo zaskoczyły w macierzyństwie, jest to, że nigdy nie myślałam o tym, co będzie po porodzie. Skupiałam się na samym fakcie rodzenia dziecka i jakoś nie przyszło mi na myśl, że potem spędzę z nim rok w domu. Znaczną większość czasu sama, z nowym człowiekiem, i że trzeba będzie sobie jakoś zorganizować czas.

Bardzo mnie śmieszą wpisy innych blogerek, które są jeszcze w ciąży i robią wielkie plany na macierzyński. Nauczę się nowego języka albo kaligrafii! Może napiszę książkę, a już na pewno w 6 miesięcy dojdę do najlepszego stanu fizycznego mojego ciała do tej pory w życiu! Można też dużo ambitniej, czyli — założę nowy biznes i zanim nadejdzie czas powrotu do pracy, ja już będę własnym szefem. Najlepiej, żeby biznes był oczywiście jakiś instagramworthy — czyli robienie drewnianych gryzaczków dla dzieci, albo zabawek na szydełku.

Jestem znów trochę cynicznie nastawiona do tematu, ale poza tym, że możliwe, że mam bardziej wymagające uwagi dziecko, niż przeciętnie się to zdarza, to dlaczego nie wystarcza po prostu spędzić macierzyńskiego na opiece nad dzieckiem?

Jako nowa mama w Edynburgu szybko zaczęłam czuć typowe objawy FOMO - fear of missing out. Presję, żeby jak najlepiej wykorzystać ten czas z dzieckiem. Nagle wszystkie mamy, które spotykałam zaczynały mnie pytać, na jakie zajęcia już chodzę z Manią, jakie activities? Czy robię coś z dzieckiem każdego dnia? Po jakimś czasie odkryłam, co robią Edynburskie mamy. Zasadniczo, są to różne zajęcia, gdzie ziewające kobiety, z lepiej lub gorzej zamaskowanymi worami pod oczami, zmuszają się do brania udziału w różnych aktywnościach, które niby mają rozwijać dziecko, ale tak naprawdę są tylko półgodzinnym okresem czekania, aż się skończy i będzie można usiąść i ponarzekać na nieprzespane noce. Jak jest herbata i ciastka (zwykłe herbatniki, kawałki czekolady tylko na tych powyżej dwóch funtów) to super, ale bez herbaty też jest ok. Do takich zajęć należą:

- Baby Masagge
- Baby Dance
- Baby Yoga
- Baby signing
- Baby Rhymes
- różne baby and toddler groups

Tańce dla dzieci odbywają się prawdziwym studio tanecznym, dziecko ma się w chuście i tańczy układ w kółeczku. Jak dla mnie to połączenie spełnienia marzeń i tortur, bo uwielbiam tańczyć, ale nie potrafię. Poza tym są lustra i strasznie chce mi się śmiać.

Na wszystkich tych grupach czuję się trochę jak oszust, bo chce mi się śmiać i czasem mam ochotę zaproponować, żebyśmy od razu przeszły do narzekania na brak snu i ilość kup, które wylewają się ochoczo nawet zza kołnierza. Ale nie. Trzeba odczekać te pół godziny, ziewnąć trzy razy, zatańczyć w kółeczku i dopiero można się napić.

Szkoda, że tylko herbaty.