Historia narodzin Marysi (Cz. 2.)

 

Około 21 dostałam kroplówkę. Niestety Rachel musiała iść do domu, skończyła się jej zmiana. Na jej zastępstwo przyszła położna, której imienia nawet nie pamiętam, co dużo mówi o naszej relacji, a raczej jej braku. W tym momencie miałam znów regularne skurcze, ale rozwarcie nadal mierzyło tylko 4 cm. Ciekawe jest to, jak się mierzy takie rozwarcie. Każdy ma pewnie swój sposób i większość ludzi myśli, że chodzi o to ile palców zmieści się w obrębie szyjki macicy ( mam dreszcze to pisząc), a jedna położna, pod której okiem odebrałam swój pierwszy poród, wytłumaczyła mi to inaczej. Na różnych etapach rozwarcia czuje się co innego podczas badania. Przy 1cm, ledwo można włożyć koniuszek palca. Przy 3 czuje się już całą obręcz szyjki, przy 6 może obręcz jest tylko z jednej strony, a przy 10 nie czuje się nic poza główką dziecka i cienką tkanką gładko przylegającą do główki. (Jeśli są tu położne to chętnie dowiem się w jaki sposób Wy to mierzycie). 

Moja szyjka była powolna, ale miała do tego prawo. Nigdy wcześniej tego nie robiła, gdybym była w domu pewnie nie byłabym nawet zbadana i po prostu czekałabym na zwiększenie częstotliwości skurczów. Dziecko było na dobrej drodze na zewnątrz, ten proces już trwał. Nie za wolno tylko we własnym tempie. Jedyne, co było nieprawidłowe to moje ciśnienie tętnicze, bo mogło wskazywać na wczesną niewydolność łożyska. Do naszego pokoju weszła lekarka i zaproponowała nam kroplówkę. Powiedziała, że spodziewałaby się, że w ciągu 6 godzin urodzi się nasze dziecko. Zabrzmiało to tak obiecująco i byłam już taka zmęczona, że się zgodziłam. Teraz tego żałuję, ale nie do końca, bo dzięki temu, że zostaliśmy w szpitalu obie z Marysią przeżyłyśmy. 

Młoda lekarka założyła mi szary wenflon (największy dostępny, do tej pory mam bliznę). Miałyśmy wspólnych znajomych, powiedziałam, że pracuję na ortopedii. Nie chciała nawet spróbować założyć wenflonu w grzbiet mojej dłoni, mimo że żyły miałam wielkości małych gałązek brzozy. Wkurzyła mnie. Jak miałam trzymać moje dziecko po urodzeniu z wielkim kawałkiem plastiku w zgięciu łokcia?

Skurcze spowodowane sztuczną oksytocyną to było coś strasznego. Jeden po drugim, z około minutą przerwy, trzymające ściskające, nie dające odpoczynku. Przyszły nagle, z wielką częstotliwością, zburzyły moje strategie radzenia sobie z bólem. Chciałam wyjąć sama wenflon, sprawić, żeby to się skończyło. Nie wyobrażałam sobie przeżyć kolejnego skurczu. Dostałam gaz znieczulający i odpływałam w czasie skurczów, mówiłam jakieś głupoty, ściskałam Kuby dłoń i bujałam się na piłce. Między skurczami przysypiałam opierając klatkę piersiową na łóżku. Pisałam SMSy z Kathrine, Norweżką. Mówiłam, że nie chcę znieczulenia, że nie taki był mój plan, ale że tak cholernie mnie boli. Położna powiedziała, że jeśli bym chciała znieczulenie to teraz jest dobry czas, żeby o tym pomyśleć, bo potem możemy nie zdążyć. Zbadała mnie — 7cm. Już tak niedługo. 

-Chcesz znieczulenie?, spytał mnie łagodnie Kuba prosto w ucho.

- Mhm, odpowiedziałam słabo.

Przyszedł jakiś anestezjolog, powiedział o jakimś paraliżu, o bólu głowy, o siedzeniu skulonym do przodu w literkę C. Zastanawiałam się ile jeszcze skurczów zanim w końcu przestanie gadać. Nie pamiętam czy coś podpisałam, chyba tak. Siedzenie nieruchomo skulonym do przodu, ściskając poduszkę podczas gdy wielka igła została wbijana w mój kręgosłup było chyba najtrudniejszą rzecz jaką zrobiłam zanim urodziło się moje dziecko. 

Ból nie przeszedł natychmiast. Powoli, po około 20 minutach było już lepiej. Ale oznaczało to, że muszę leżeć. Przygasiliśmy światła, włączyliśmy muzykę ( w czasie kroplówki nawet nie wiem czy leciała) i próbowałam zasnąć, ale nie mogłam ze względu na poczucie paniki. Trzęsła mi się broda, wymiotowałam, nie mogłam się uspokoić. Byłam pewna, że to wszystko przez połączenie kroplówki i znieczulenia, ale pewnie byłam w ostatnim etapie zejścia główki dziecka i ponieważ nie czułam bólu odczuwałam panikę jeszcze mocniej. To ten etap porodu, kiedy kobiety mówią, że nie rodzą. Wychodzą. Dziecko zostaje, one mają już dosyć. Zwykle to oznacza, że do końca jest już bliżej niż dalej. Tak samo było w naszym przypadku. Czy dobrze parłam? Podobno dobrze. Nie pamiętam. Czułam się dziwnie, nieswojo, obnażona, niedoświadczona. Dwie położne coś do mnie mówiły, Kuba kładł mi na głowę zimne ręczniki, bo było mi strasznie gorąco. 

Marysia urodziła się z idealną twarzyczką. Po zaledwie kilku mocnych parciach, nagle była. Na mojej piersi, obca, ciepła, z czystą skórą, delikatną jak nic innego, co dotykałam na świecie. Czas dla mnie stanął, nie widziałam nic poza nią. Słyszałam jak w tle pojawili się jacyś ludzie, lekarze, sepsa, niskie ciśnienie, wysoka temperatura, kroplówka wciskana przez jakąś osobę z jednej strony łóżka. Kuba musiał wziąć dziecko, bo ze mną było coś nie tak. Sepsis 6, infekcja, intensywna terapia — znałam te wszystkie słowa, wiedziałabym co robić jakbym była po drugiej stronie, ale byłam pacjentką. Moje doświadczenie jako lekarz nie pomogło mi odnaleźć się w roli pacjenta, leżałam sparaliżowana od pasa w dół, z pęknięciem drugiego stopnia, przykryta ręcznikami, z infekcją, która sprawiała, że moje tkanki nie dostawały wystarczająco dużo tlenu.

Nagle poczułam się taka zmęczona, jedyne, co chciałam to odpocząć, a przede mną jeszcze szycie, antybiotyki, kolejny wenflon. Dajcie mi wszyscy spokój. Mam przejść sama na inne łóżko, żeby mnie zawieźli na intensywną terapię?! Pani chyba żartuje, ja się nie mogę ruszać. Oh, ok, dobra, ale powoli, jakoś dam radę. Co mnie tak boli, a to znieczulenie się kończy, nie mam już przycisku, żeby sobie doładować.

Dałam radę, dali mi zawiniątko na ramię, była taka malutka, a ja przysypiałam w drodze korytarzami, windą. Windy w szpitalach są najpowolniejsze na świecie. Potem nie wiem co się działo. Było więcej aparatury, zastrzyków, nowa położna, pikające maszyny, EKG, znów jakiś lekarz.

- We'll just do a a wee tracing of your heart, is that ok? - powiedział 

Chciałam odpowiedzieć, że jestem lekarzem i żeby przestał do mnie mówić takim tonem, ale nie miałam siły.  Byłam taka głodna, marzyłam o toście z dżemem. Zasnęłam. Budziłam się parę razu, patrzyłam obok, i była. Leżała na pleckach, zawinięta w miętowy szpitalny kocyk w przezroczystym łóżeczku. Nie mogłam nawet wstać, cewnik i torba, kable od monitora serca, kroplówka, dwa wenflony, wszystko mnie zatrzymywało od wzięcia mojego dziecka na ręce. Rachel wpadła do mnie na salę zobaczyć jak poszło przed początkiem swojej kolejnej zmiany, tak miło było ją znów zobaczyć! Pogratulowała mi Marysi i przeprosiła, że wszystko potoczyło się inaczej, niż zaplanowałam. Wszystko jest dobrze, powiedziałam. Obie żyjemy, to się liczy. 

Zobaczyłam twarz Kuby, który przyszedł po paru godzinach snu i był to najpiękniejszy widok na świecie. Nigdy wcześniej nie kochałam go mocniej, niż w tamtej chwili. Przyszedł się nami zaopiekować. Już teraz wszystko będzie dobrze. I było. 

Tego samego dnia przeniesiono mnie na oddział noworodkowy, Marysia nie spała całą noc, nosiłam ją na jednym ręku a na drugim moją torbę z moczem od cewnika. Przed pójściem spać położna dała mi lodwaty okład z olejkiem lawendowym, ahh jaka ulga. Szwy mnie ciągneły, nieprzyzwyczajone piersi zaczynały boleć, czułam się taka zagubiona. Wyszliśmy do domu parę dni później, ze szpitala pamiętam ogromne zmęczenie, dobre jedzenie (lody waniliowe jako deser i tosty z dżemem malinowym na śniadanie, kremowe ziemniaki do obiadu), opiekuńcze położne i poczucie bezradności. Towarzyszyło mi jeszcze przez wiele miesięcy młodego macierzyństwa. 

2016-02-03 02.44.28 1.jpg

Wspominam mój poród, jako dobry i spokojny, mimo ,że w dużej mierze taki nie był. Dopóki nie dostałam znieczulenia wierzyłam, że wszystko będzie dobrze, że moje ciało wie, co robi, że jestem pogodzona z niebezpieczeństwami tego procesu. Miałam w sobie dużo pokoju i radości, a to, co nastąpiło po narodzinach Marysi to głównie ogromne zmęczenie. Fizyczne zmiany związane z macierzyństwem to drobnostka w porównaniu z emocjami, znalezieniem nowej tożsamości, zrozumieniem nowej rzeczywistości. Wiele razy myślałam, że już nie dam rady. Muszę wyjść i wrócę, jak sobie wszystko poukładam w głowie. Ale taka opcja nie istnieje.

Nie na znieczulenia na macierzyństwo. 

 


Jakie były Wasze porody? Co wspominacie dobrze, a co źle? Jesli macie jakieś pytania na temat porodu w UK, śmiało piszcie w komentarzach. 

Pierwszy sen po porodzie. 

Pierwszy sen po porodzie. 

Pierwsza podróż samochodem.

Pierwsza podróż samochodem.

C8DF80AE-61B4-4CA4-AACD-BD596F5A19EF.JPG
0132DB76-3DFF-4829-9B05-7BDD23AB8ADF.JPG

Pierwsza noc w domu. 

B8FCE399-F173-4666-94DD-FA9C535929F5.JPG
1B5205C7-9C24-4773-8B27-DA2124AE6D3B.JPG