Żeby zostawić coś po sobie, musisz uważnie zaplanować swoje życie

Czy chęć zostawienia po sobie czegoś na tym świecie jest oznaką próżności? Czy jest to tylko możliwe dla nielicznych, tych niezwykle uzdolnionych lub tych, którzy znaleźli się w odpowiednim czasie na odpowiednim miejscu? 

Myślę, że na oba pytania odpowiedź brzmi nie, ale nie jest to takie proste. Oczywiste jest, że mamy na tym świecie bardzo niewiele czasu. Większość z niego spędzamy próbując przeżyć i utrzymać przy życiu ludzi wokół siebie, rodzinę, dzieci, przyjaciół. Pracujemy, żeby zarobić na codzienność, niewielu z nas ma możliwość pracy na mniej niż pełen etat i na poświęcenie się innym projektom. Jeszcze mniejszy procent robi coś, co przyczyni się dla dobra ludzkości albo zostanie zapamiętane po jego śmierci. Nie znam wielu pisarzy czy artystów osobiście. Lekarze, moi znajomi, pracują od dyżuru do dyżuru, czasem zrobią jakiś projekt czy audyt poprawiający nieco pracę oddziału czy bezpieczeństwo pacjentów. Takie projekty głównie robione są dla poprawienia CV, niż z chęci prawdziwej zmiany. Tak samo jest z robieniem doktoratu. Ci, co napisali pracę doktorską raczej nie dodali wielkiej wartości do świata nauki.

Nie oszukujmy się, doktorat robi się dla kilku literek przed imieniem lub dla zabicia kilku lat w bezpiecznej sferze życia nadal studenckiego ale z większą ilością pieniędzy. W takim czyśćcu po studenckim, który niestety nie przygotuje na niebo, ale na piekiełko życia w świecie biznesu. 

Może jestem zbyt cyniczna, ale naprawdę wydaje mi się, że spędzam swoje życie starając się nie utonąć i nadal ucząc się pływać, zamiast odkrywając ziemię obiecaną, a wszystko przez potrzeby materialne. 

I tu pojawia się moje proste rozwiązanie. Zmniejszenie potrzeb materialnych, skromniejsze życie, ale robienie czegoś, co jest ważne. Ważne dla mnie, ważne i pomocne dla innych. Od jakiegoś czasu zajmuję się optymalizacją mojej codzienności, żeby móc skupić się na wartościowych sprawach, a nie patrzeć na lata przelatujące między palcami na zakupach na ASOSie i meblowaniu mieszkania (do tej pory śpimy na materacu, ale zawsze mamy świeże kwiaty w sypialni). Nie mam jeszcze do końca pomysłu w jaki sposób chcę spędzić moje lata pracy, ale wiem, że nie chcę tylko pracować, żeby się utrzymać i być niewolnikiem kredytu. 

Mniejsze mieszkanie (albo tiny house), brak dalekich podróży, szafa z małą garstką ubrań — to kompromisy na które jestem gotowa, żeby żyć w zgodzie z moimi zamierzeniami i wartościami, ostatecznie, żeby być szczęśliwa. Moim marzeniem jest zostawić coś po sobie na tym świecie. Jeszcze nie wiem, co to będzie.

Możliwe, że tylko garstka kości w ziemi i materia organiczna wspomagająca wzrost pięknych kasztanowców na cmentarzu. Nawet jeśli tak się stanie, to wiem, że alternatywa (dążenie do zamożności) jest dla mnie zbyt nudna i zawodząca, więc żyjąc w zgodzie ze sobą nie mam nic do stracenia.  

___

Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania na ten temat. Czy myślicie, że dobra materialne i zajmowanie się ich gromadzeniem zatrzymuje Wasz rozwój w innych kierunkach? Czy marzycie, żeby zostawić coś po sobie na świecie?  

IMG_3340.JPG
MinimalizmMalgorzata Frej