A jednak urodzila dwa stworzenia, a to drugie nie daje jej spokoju.

Co się zmienia w człowieku, kiedy zostaje matką. Tyle rzeczy, że mogłabym książkę napisać, ale jedną z najbardziej dokuczliwych nie są wcale rozstępy i pykająca miednica, tylko mieszane uczucia.

Podobno razem z dzieckiem rodzi się drugiego stwora, który już do końca życia dotrzymuje kobiecie towarzystwa. Jest nim poczucie winy. I związane z nim mieszane uczucia.

Teściowa spadająca z klifu w twoim nowym samochodzie to pikuś przy uczuciach nowej matki.

Tu miesza się euforia ze smutkiem, miłość z niechęcią, radość z zawodem, tęsknota z poczuciem ulgi. Wszystko akompaniowane jest nieodzownym poczuciem winy, a jednak są to ważne uczucia i trzeba je poczuć. To, co czuje, nie definiuje mojej osoby. To uczucie. Trzeba je nazwać, przyjąć, a kiedy będzie więcej siły wrócić do nich i je posegregować. Nie piszę tego tylko na podstawie własnych doświadczeń. Znam wiele nowych mam, rozmawiamy codziennie na różnych grupach, na spotkaniach, na Facebooku. Przyglądam się im i mnie fascynują. Macierzyństwo, zwłaszcza pierwsze, jest takim transformującym doświadczeniem dla kobiety! Często patrzę na otaczające mnie matki i jestem z nich dumna.

A wracając do uczuć, zwłaszcza tych, które nie są pozytywne a odnoszą się do naszych dzieci, to tendencja, jaką obserwuje to wyrzuty sumienia i strach. Pojawia się pytanie: „a co jeśli jestem złym człowiekiem? Złą matką? Czy jeśli jestem zdolna do takich uczuć to znaczy, że jestem zdolna do złych czynów? Tyle się słyszy o strasznych rzeczach, jakie robią inni ludzie. Co, jeśli się okaże, że ja też jestem do nich zdolna? Jak mam ochronić moje dziecko przed złem tego świata?”

Te myśli podsycane są brakiem snu, zwłaszcza w tych pierwszych tygodniach życia dziecka. Wiele mam przyznaje się do tego, że ma sny lub wyobrażenia dotyczące zadawania krzywdy swojemu dziecku. Tak jakby mózg matki chciał podkreślić, że mimo skrajnego zmęczenia, jej rola jest odwrotna i polega na chronieniu i opiece nad niemowlęciem. Dowiedziałam się tego z książki "What mothers do, especially when it looks like nothing", którą szczerze polecam wszystkim przyszłym i obecnym matkom.

W końcu poczujecie się zrozumiane.

Mieszane uczucia pozostaną. Bo nawet jeśli czasem sen kocha się bardziej niż swoje dziecko, to i tak będziemy wstawać, kołysać, tulić i śpiewać. A w głowie kląć jak szewc.

Takie już jesteśmy. Niesamowite.