7 wspomnien z dzieciecego lata w Garwolinie

dzieciece lato we wspomnieniach

Przez pierwsze 16 lat mojego życia mieszkałam w Garwolinie — niewielkim mieście oddalonym od Warszawy o około 60 kilometrów. Kiedy ktoś pyta mnie jak duży jest Garwolin, zwykle odpowiadam, że mamy dwie parafie (teraz już trzy) i od niedawna McDonalda. Czyli niewielki, ale na ważnej trasie komunikacyjnej. Prawie w połowie między Warszawą a Lublinem. Spacerowaliśmy dziś wieczorem z Kubą i Manią i wspominałam moje wakacje w Garwolinie jako dziecko. Poniżej spisałam kilka obrazów, jakie zapisały mi się w pamięci.

1.

Jest już bardzo późny wieczór, pewnie po 20. Gramy z koleżankami i kolegami w króla na podwórku przy bloku przy szpitalu. Taki dziwny twór, pojedynczy blok zbudowany na obrzeżach miasta dla rodzin lekarzy. Granie w króla polega na rzucaniu piłki do koszykówki do kosza z różnych pozycji i odległości. Mama woła nas do domu, my błagamy jeszcze o 10 minut. Mama się zgadza, och, ale super. Po grze siadamy na schodkach do środkowej klatki (były 3 klatki) i gadamy jeszcze trochę, zanim mama zawoła nas znowu do domu. Czujemy się tacy dorośli, mamy pewnie około 11 lat.

2.


W kaczorze Donaldzie dodali mapę nieba. Dzisiaj w nocy idziemy na dwór, żeby szukać konstelacji. Jestem taka podekscytowana, że planuje wyjście przez cały dzień. Przygotowuje prowiant, na wypadek, gdyby dopadł nas głód. Kanapki i sok. Wychodzimy przed blok i oglądamy gwiazdy. Przygoda.

3.


Spice girls wypuszczają jakiś nowy singiel. Idziemy z koleżankami nad stawy niedaleko szpitala i planujemy nasz własny układ taneczny. Potem ćwiczymy go w formacji 2-1-2 w każdej wolnej chwili. Ja jestem Victorią. Proste.

4.

Budujemy bazę w krzakach. Jeden z chłopaków z podwórka jest w tym bardzo dobry i zawsze to on wymyśla projekt. My pomagamy budować. Krzaki leszczyny są dla mnie jak dżungla. W pewne części nawet nie wchodzę. Tym razem budujemy lepiankę, której część znajduje się pod ziemią. Chowamy tam dzikie jabłka z pobliskiego sadu w przygotowaniu na wojnę z sąsiadami z domków jednorodzinnych. Dlaczego wytoczyliśmy im wojnę już nie pamiętam? Chyba nie było powodu.

5.

Są czyjeś urodziny i za blokiem jest grill dla wszystkich rodzin i dzieci. Ktoś gra na gitarze, śpiewamy 'Lato z ptakami odchodzi'. Tak bardzo podoba mi się tekst tej piosenki, że aż przechodzą mi ciarki po plecach. Już widzę te dłonie halnego, które wplatają się w moje włosy, kiedy chodzę po górach. Ciekawe, czy mam jeszcze moją książeczkę z pieczątkami z różnych schronisk.

6.

Czytam po kolei wszystkie części Pana Samochodzika i marzę o przygodach. Mój młodszy brat zagląda do mojego pokoju co jakiś czas i pyta ile już stron przeczytałam, bo nie może się nadziwić, że ktoś może lubić tak czytać.

7.

Wieczorami jeździmy z rodzicami do naszych przyjaciół do małego miasteczka niedaleko Garwolina. Rysujemy na piasku domki dla Tęczowych Misiów i bawimy się do późnego wieczora. Rodzice rozmawiają na werandzie. Czas wracać do domu. Wieczory robią się już ciemne i chłodne. Gdzieś w oddali szczekają psy. 'Mamo jeszcze 5 minut, możemy zostać na noc? Prosimy!'. Czasem zostajemy i bawimy się w księżniczki ściągając ze strychu białe suknie ślubne. Tańczymy dla rodziców cancan w dużym pokoju. Wieczorami piszemy w pamiętnikach i gadamy pół nocy. Na śniadanie jemy chałkę z masłem.

Miałam takie szczęśliwe dzieciństwo. Ciekawa jestem, jakie będzie miała Mania. Mam nadzieję, że będzie miała czas i chęć rysować patykiem po piachu i robić kanapki na wyjście przed dom.