5 najlepszych chwil z lata w Warszawie

5 wspomnien z lata w Warszawie 

W zeszłe wakacje napisałam jeden z moich ulubionych wpisów na blogu o wakacyjnych wspomnieniach z dzieciństwa spędzanego w Garwolinie — moim rodzinnym mieście. Postanowiłam zrobić z tego małą trylogię i napisać o krótkich migawkach, które zapadły mi w pamięć z innych okresów życia. Dziś czas na Warszawę. 

Przeprowadziłam się do Warszawy kiedy poszłam do liceum (chodziłam do Kopernika na Woli). Mieszkałam w bursie szkolnej przy ul. Długiej, co było ciekawym acz trochę traumatycznym przeżyciem. Teraz nie pamiętam złych rzeczy i wspominam to miejsce z ogromną nostalgią (pozdrowienia dla wszystkich koleżanek z bursy!). 

1.

Poznałam chłopaka na wyjeździe w góry. Chyba się zakochałam. Umawiamy się na jazz na Starówce. Jadę do Warszawy PKSem i spotykamy się pod Teatrem Powszechnym. Zaprasza mnie do siebie na kawę z kafeterki z zimnym mlekiem, bo mieszka niedaleko, na Pradze. Oglądamy jakieś stare zdjęcia, potem idziemy na spacer do Skaryszewskiego. Mimo gorącego dnia czuć przyjemny chłód od roślin w parku. Odprowadza mnie na jeden z ostatnich autobusów do domu. Żegnam ciepły Warszawski wieczór i miłość mojego życia. 

2.

Jest wrzesień, jestem w pierwszej klasie liceum. Powietrze pachnie nowym rokiem szkolnym, ostatnimi dniami lata i zapowiedzią złotej jesieni. Poranki są chłodne i słoneczne a wieczory różowe i coraz krótsze. Pani od polskiego zaplanowała dla nas dyskusję, w której będziemy reprezentować różne nurty filozoficzne. Zadanie mnie trochę przerasta, ale z zapałem pierwszoklasistki chodzę codziennie wieczorem do biblioteki na Świętojańskiej i czytam o filozofii. Czytelnia pachnie starym drewnem, z otwartych okien pachnie wieczorem i goframi. Spacerem wracam do bursy i zasypiam słuchając samochodów przejeżdżających po kocich łbach Starego Miasta. 

3.

Wracam tramwajem 26 ze szkoły i zachodzę do ulubionej lodziarni przy ul. Nowomiejskiej. Proszę o dwie gałki plus dodatkowy wafelek (wafelki lubię bardziej niż lody). Pani zza lady daje mi cały worek połamanych wafelków za darmo. Dzielę się z dziewczynami z bursy, siedzimy na murku przy kolumnie Zygmunta, patrzymy na ludzi, jemy wafelki i machamy nogami. 

4.

Piszę jakiś raport do szkoły w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego (darmowy internet). Kuba mnie odbiera i wracamy na Długą okrężną drogą. Zatrzymujemy się na murku z widokiem na Wisłę i Pragę, katedra Floriana dominuje na linii horyzontu. Nie mamy żadnych zmartwień, tylko szkołę, siebie, plany i marzenia. Całe lato przed nami. 

5.

Już prawie 21, a my nadal siedzimy w Ogrodzie Saskim. Czekamy aż wyłączy się fontanna i biegniemy do bursy, żebym zdążyła przed ciszą nocną. Nawet w biegu trzymamy się za ręce. Mamy po 17 lat i nie potrzeba nam nic więcej do szczęścia.

Wszystkie te momenty zapisały się w mojej pamięci właśnie tak, jak je opisałam. Musiały wzbudzić we mnie dużo emocji, bo między innymi to sprawia, że odczucia stają się wspomnieniami. Na przykład zapewne wszyscy pamiętamy, co robiliśmy kiedy runęły wieże WTC. Jakie to szczęście mieć mózg zapełniony wspomnieniami wywołanymi przez ciepłe letnie powietrze i dłoń ukochanej osoby zamkniętą w mojej dłoni. 

 

IMG_3187.JPG